TYDZIEŃ 34 PODRÓŻY –Kuta Lombok | 21–27 września 2026
„Trochę wolności, trochę pracy i zdecydowanie za dużo czasu na toalecie” 😂
Po odkryciu Lombok w poprzednim tygodniu przyszedł czas, żeby trochę bardziej poznać Kuta i okolice.
I ten tydzień był naprawdę mieszanką wszystkiego.
Były plaże, skuter, Pilates, siłownia, basen, praca nad C.U.D. Experience, MyDriverBali.com, Odcienie Ludzkiego Życia, lekcje angielskiego z moimi uczniami z Polski…
Były też fale.
Dużo fal.
I jedna rzecz, której zdecydowanie nie planowałem wpisywać do podróżniczego pamiętnika:
rozwolnienie poziom ekspert. 😂
Ale przecież podróż bez małych przygód byłaby zbyt nudna, prawda?
Najważniejsze jednak, że pod koniec tygodnia znowu mogłem wskoczyć do oceanu, pojeździć skuterem i poczuć tę wolność, którą tak bardzo lubię.
Bo właśnie za to kocham Lombok.


PONIEDZIAŁEK –Plaża, Codium, Pilates i pół dnia na skuterze.
33 tydzień podróży i Plaża Selong Belanak.
Poniedziałek zacząłem od pracy nad 33. tygodniem podróży.
Tekst, poprawki, zdjęcia, składanie wszystkiego w całość…
I w końcu:
opublikowany!
Jeżeli jeszcze nie czytaliście mojej historii z Gili Asahan i pierwszych dni w Kuta Lombok, możecie ją przeczytać TUTAJ.
A potem…
czas ruszyć się sprzed komputera.
Pojechałem w stronę Selong Belanak, żeby trochę odpocząć na plaży.
I właśnie dlatego tak bardzo lubię mieć tutaj skuter.
Nie muszę zastanawiać się, czy ktoś mnie zawiezie, o której wrócę albo czy za chwilę znajdę transport.
Po prostu zakładam kask.
Odpalam moją Yamahę Nmax.
I jadę.
I właśnie wtedy czuję wolność.
Może to zabrzmi banalnie, ale dla mnie jazda skuterem po Lombok jest częścią całego doświadczenia podróży.
Droga.
Wiatr.
Słońce.
Zero korków.
I świadomość, że mogę skręcić gdziekolwiek chcę.


Codium — nie spodziewałem się tak dobrego jedzenia.
W drodze powrotnej zatrzymałem się w Codium w okolicach Kuta Lombok.
I muszę przyznać:
bardzo dobre jedzenie.
Naprawdę smaczne, dobrze przygotowane i zdecydowanie warte odwiedzenia, jeśli jesteście w okolicy.
Po plaży człowiek jest głodny jak wilk, więc jedzenie smakowało jeszcze lepiej. 😂
Jeżeli chcecie zobaczyć restaurację:
👉 Codium: https://www.restaurantcodium.com/
Pilates w Panass Studio
Po jedzeniu przyszedł czas na Pilates.
Tym razem ponownie Panass w Kuta Lombok.
Bardzo fajne zajęcia i zdecydowanie podoba mi się to studio.
Passy też mają całkiem interesujące, więc jeżeli zostajecie w Kuta na dłużej, warto zerknąć na ich ofertę:
👉 PANASS Studio Pilates: https://panass.com/
Ale jedna rzecz mnie rozbawiła.
Zajęcia są fajne, ale nie ma lekko. 😂
Reformer wygląda niewinnie.
Człowiek kładzie się na maszynie i myśli:
„Dobra, będzie spokojnie”.
A potem po kilku minutach:
„Dlaczego moje nogi już nie są moje?” 😂
Po Pilatesie przygotowywałem jeszcze materiały na kolejne rolki.
A później…
znowu skuter.
I tak naprawdę pół dnia spędziłem na jeździe.
I wiecie co?
Uwielbiam to.
To jest właśnie jedna z tych rzeczy, których najbardziej brakowało mi na Bali w zatłoczonych miejscach.
Jadę.
Patrzę.
Zatrzymuję się.
Ruszam dalej.
Nie muszę mieć konkretnego celu.
Czasami sama droga jest celem.
WTOREK –Siłownia, basen i internet, który postanowił wziąć wolne.
Wtorek zacząłem spokojnie.
Śniadanko.
Potem siłownia.
Następnie praca nad MyDriverBali.com.
Trochę projektów, trochę spraw do ogarnięcia i kolejne rzeczy, które trzeba było dopiąć.
Po cięższym poprzednim tygodniu postanowiłem jednak trochę zwolnić.
Wróciłem do hotelu.
Basen.
Odpoczynek.
Trochę słońca.
I zwyczajne nicnierobienie.
Czasami naprawdę tego potrzebuję.
Wieczorem miałem jeszcze ambitny plan:
„Dobra, teraz trochę popracuję.”
Laptop otwarty.
Człowiek gotowy.
I wtedy…
nie ma internetu.
😂
No i cóż.
Technologia zdecydowała za mnie.
Plan pracy został oficjalnie odwołany.
Czasami trzeba po prostu zaakceptować, że nie wszystko da się zaplanować.
Zwłaszcza na wyspie.

ŚRODA – C.U.D., blog i powrót do moich uczniów.
C.U.D. Experience
Środa była spokojniejsza.
Trochę basenu, trochę odpoczynku i trochę pracy.
Miałem również rozmowę z moim kolegą informatykiem na temat płatności dla uczestników C.U.D. Experience.
To jeden z tych momentów, których nie widać na Instagramie.
Ludzie widzą później piękną willę, kolację, plażę, program i doświadczenia.
A zanim to wszystko powstanie, są jeszcze:
płatności,
formularze,
strony,
automatyzacje,
regulaminy,
maile
i cała masa rzeczy, których nikt nie widzi. 😂
Pracowaliśmy więc nad tym, jak najlepiej rozwiązać płatności dla CUDexperience.com.
Do tego ostatnie poprawki na blogu i kolejne przemyślenia dotyczące finalnej oferty C.U.D. Experience Hoi An Origin.
Powoli wszystko zaczyna mieć coraz bardziej konkretny kształt.
I to jest fajne uczucie.
Bo projekt, który jeszcze jakiś czas temu był głównie pomysłem w głowie, zaczyna stawać się czymś realnym.
Wieczorem… Polska!
A wieczorem wydarzyło się coś, na co naprawdę czekałem.
Pierwsze lekcje angielskiego w nowym roku szkolnym z moimi uczniami z Polski.
Online oczywiście.
Trochę mi ich brakowało.
Podróżuję już tak długo, że kontakt z Polską najczęściej mam przez ekran.
Ale właśnie takie rozmowy przypominają mi, że niezależnie od tego, gdzie jestem, pewne relacje nadal pozostają częścią mojego życia.
Pierwsza lekcja była z Adą.
Dużo śmiechu.
Dużo rozmów.
I bardzo fajna atmosfera.
Lekcja minęła zdecydowanie za szybko.
Zaraz po niej kolejna — tym razem z Maksem.
I wtedy pomyślałem sobie, że fajnie jest mieć w podróży również takie momenty.
Nie tylko poznawać nowych ludzi.
Ale też wracać do tych, których już znam.
Po lekcjach już tylko…
spanko.
CZWARTEK – Pilates, pranie i… kiszonki, które zaatakowały.
Pilates i Odcienie Ludzkiego Życia
Czwartek rozpocząłem od śniadania.
Później ponownie Pilates w lokalnym studio.
Lubię ten rytm w Kuta.
Trochę ruchu.
Trochę pracy.
Trochę oceanu.
I znowu skuter.
Po Pilatesie pracowałem nad kolejnym wpisem refleksyjnym.
Jeżeli chcecie przeczytać historię, możecie zrobić to TUTAJ.
Później trzeba było jeszcze ogarnąć pranie.
Normalne życie podróżnika.
Nie tylko plaża i zachody słońca. 😂
Czasami trzeba też zrobić pranie.
I wtedy wydarzyło się coś, czego absolutnie nie planowałem.
Kiszonki kontra mój brzuch.
Do posiłku zjadłem trochę kiszonek.
Normalnie nie mam z nimi problemu.
Wręcz przeciwnie.
Lubię kiszonki.
Ale tym razem mój organizm najwyraźniej postanowił powiedzieć:
„Dzisiaj nie.”
I dopadła mnie…
sraczka.
Nie taka zwykła.
Nie.
Rozwolnienie poziom ekspert. 😂
Zamiast siedzieć przy komputerze i pracować, większość czasu spędziłem w zupełnie innym pomieszczeniu.
Biuro przeniesione do toalety.
😂
Okazało się, że kiszonki prawdopodobnie zawierały ocet.
A mój organizm po wcześniejszym leczeniu bardzo źle reaguje na ocet.
I tym razem zdecydowanie dał mi o tym znać.
Czyli plan dnia: praca, produktywność, kolejne projekty – niestety nic z tego. Za to toaleta, toaleta i jeszcze raz toaleta 🙂
Położyłem się później na drzemkę, dużo piłem i sięgnąłem również po wodę kokosową.
I czekałem, aż organizm się uspokoi.


PIĄTEK –Tanjung Aan i walka, która jeszcze się nie skończyła.
Sraczki ciąg dalszy…
Niestety…
Rano problem nadal nie przeszedł.
Więc zamiast udawać bohatera, szybko ruszyłem do apteki.
Kupiłem środki, które zwykle stosuje się przy takich objawach — elektrolity, probiotyk oraz loperamid — i zacząłem je stosować zgodnie z zaleceniami na opakowaniu.
Na szczęście po około dwóch godzinach poczułem poprawę.
I skoro organizm dał mi chwilę spokoju…
plaża!
Tym razem wybrałem się na Tanjung Aan.
PlażaTanjung Aan i ciąg dalszy „luźnych perypetii”.
Bardzo fajna plaża.
Piękny piasek.
Duża zatoka.
Sporty wodne.
Piękna woda.
Naprawdę trudno się do czegoś przyczepić.
No dobra…
Ja się przyczepię. 😂
Za dużo ludzi.
Turystów.
Ruchu.
Hałasu.
Ja chyba jestem już trochę dziki.
Im dłużej podróżuję, tym bardziej szukam miejsc spokojnych.
Takich, gdzie można usiąść i nie mieć wrażenia, że obok Ciebie właśnie powstaje kolejny Instagram Reel. 😂
Ale jeśli ktoś lubi bardziej żywe plaże i sporty wodne, Tanjung Aan zdecydowanie ma dużo do zaoferowania.
Po powrocie zabrałem się za pracę nad wpisem dla C.U.D. Experience na LinkedIn.
I oczywiście…
rozwolnienie nadal postanowiło mi towarzyszyć.
Buuuu. 😂
Czyli komputer na chwilę, toaleta, komputer, toaleta…
Lombok postanowił zadbać o moje przerwy w pracy.
SOBOTA –Trochę lepiej, Pilates i powrót do Odcieni Ludzkiego Życia.
Sobota zaczęła się podobnie.
Brzuch nadal trochę wariował, ale było już lepiej.
Na szczęście.
Nie chciałem jednak całego dnia spędzić w pokoju, więc później poszedłem na Pilates.
Ruch pomógł mi trochę wrócić do normalnego rytmu.
A potem znowu praca.
Tym razem nad kolejnym materiałem do Odcieni Ludzkiego Życia.
Ta seria cały czas jest dla mnie ważna.
Im dłużej podróżuję, tym więcej mam rozmów z ludźmi i tym więcej historii chciałbym opowiedzieć.
Bo czasami jedna rozmowa z człowiekiem, którego poznajesz przypadkiem, potrafi zostać w głowie dłużej niż cały dzień zwiedzania.
Wieczorem natomiast…
lekcje angielskiego.
Tym razem z braćmi — Marcelem i Olkiem.
Fajne dzieciaki. ❤️
I znowu było dużo rozmowy, śmiechu i nauki.
Fajnie było wrócić do tych spotkań.
Podróżuję po Azji, ale jednocześnie gdzieś w tle cały czas mam mały kawałek Polski.
I chyba właśnie to lubię.
NIEDZIELA –Mawun Beach — dokładnie to, czego potrzebowałem
W niedzielę rano już zdecydowanie lepiej.
Śniadanko.
Organizm zaczął wracać do normalności.
Około południa poszedłem na siłownię.
A później wydarzyło się coś ważnego:
opublikowałem Tydzień 33 podróży.
Jeżeli jeszcze nie czytaliście historii o Gili Asahan i pierwszych dniach w Kuta Lombok:
👉 TUTAJ możecie ją przeczytać.
Po publikacji…
plaża.
Tym razem Mawun Beach.
I tutaj już zdecydowanie poczułem:
to jest moje miejsce.
Mała zatoka.
Piękny piasek.
Mało turystów.
Spokojna atmosfera.
I…
fale.
A z falami najlepsza zabawa. 😂
Nie trzeba nawet mieć deski.
Po prostu wchodzicie do wody i skaczecie przez fale.
Czasami są tak duże, że zamiast przez nie przeskoczyć…
zabierają Was razem z powrotem na brzeg. 😂
I właśnie dlatego jest tak fajnie.
Zero wielkich planów.
Po prostu ocean.
Fale.
Śmiech.
Zabawa.
Można też spokojnie poleżeć.
Są leżaki.
Są lokalne warungi.
Można coś zjeść.
I przede wszystkim nie ma tego poczucia tłumu, które miałem na Tanjung Aan.
Mawun Beach zdecydowanie trafia na moją listę ulubionych miejsc w okolicy Kuta.
Po plaży zakupy, jedzenie i powrót do hotelu.
A wieczorem?
Oczywiście serial.
Drugi sezon „MobLand”.
Uwielbiam. 😂
Idealne zakończenie tygodnia.

PODSUMOWANIE TYGODNIA 34 – Wolność, fale i trochę pokory.
Tydzień 34 był zdecydowanie mniej spektakularny niż poprzedni.
I może właśnie dlatego był potrzebny.
Było dużo zwykłego życia.
Praca.
Pilates.
Siłownia.
Basen.
Lekcje angielskiego.
Pisanie.
Skuter.
Plaże.
Restauracje.
I oczywiście…
walka z własnym układem pokarmowym. 😂
Ale właśnie takie tygodnie najbardziej przypominają mi, czym jest życie w podróży.
Bo podróżowanie to nie jest siedem dni w tygodniu zachodów słońca i koktajli na plaży.
To także pranie.
Brak internetu.
Praca.
Zakupy.
Apteka.
Problemy z żołądkiem.
I siedzenie na toalecie zamiast przy komputerze. 😂
Ale później wychodzisz.
Wsiadasz na skuter.
Jedziesz przed siebie.
Wiatr wieje Ci w twarz.
Widzisz ocean.
Skręcasz w jakąś boczną drogę.
I nagle przypominasz sobie:
„Aaa… właśnie dlatego to robię.”
Lombok coraz bardziej mi się podoba.
Nie wiem jeszcze, czy przepowiednia wróżki o moim przyszłym życiu tutaj się sprawdzi. 😉
Na razie wiem jedno:
czuję się tutaj dobrze.
A czas pokaże, czy to tylko kolejny piękny etap podróży…
czy może coś więcej.
Bo czasami nie trzeba szukać swojego miejsca.
Czasami wystarczy dać mu szansę, żeby samo się przed nami pojawiło. ❤️
