🇬🇧 English version available here:
[Read the English version]
Odcienie ludzkiego życia – Charlie – Jardin de Tini, Ho Chi Minh City
DROGA DO SZCZĘŚCIA, KTÓRE JEST BLIŻEJ NIŻ MYŚLISZ

Charlie — współtwórczyni miejsca, które zaczęło się od małych kroków i wielkiej determinacji.
Poznałem Charlie zupełnie przypadkowo.
Byliśmy wtedy z rodziną w Sajgonie i — jak to często bywa w podróży — nie mogliśmy znaleźć miejsca do jedzenia.
Bez większego planu skręciliśmy w jedną z małych, ukrytych uliczek.
I tak trafiliśmy do niewielkiej knajpki, schowanej z dala od zgiełku miasta.
Przywitała nas Charlie wraz ze swoją partnerką.
Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać.
Czy jedzenie będzie dobre.
Czy to tylko kolejny „przypadkowy wybór”.
Już po pierwszym posiłku wszystko było jasne.
Nasze kubki smakowe… oszalały.
To nie było po prostu dobre jedzenie.
To było doświadczenie.
Smaki.
Sposób podania.
Atmosfera.
Stoliki na zewnątrz, zieleń wokół, spokój w środku miasta.
Od tego momentu wracaliśmy tam praktycznie codziennie.
I pojawiła się myśl:
Jak to możliwe, że w tak niepozornym miejscu powstało coś tak wyjątkowego?
Wracając któregoś dnia po obiedzie, powiedzieliśmy jednogłośnie:
„To mogłaby być spokojnie kuchnia na poziomie 5 gwiazdek”.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że chciałbym poznać historię tego miejsca.
I ludzi, którzy je tworzą.
Rok później wróciłem.
Ku mojemu zaskoczeniu — Charlie mnie pamiętała.
Zapytałem ją, czy chciałaby wziąć udział w mojej serii artykułów
o ludziach, których spotykam w podróży po Azji.
O zwykłych ludziach.
Nie z pierwszych stron gazet.
Ale takich, których historie mają prawdziwą wartość.
Tak powstały
„Odcienie ludzkiego życia”
Charlie zgodziła się niemal od razu.
I napisała coś, co mnie zatrzymało:
„Myślałam o czymś takim już od jakiegoś czasu.”
Czasem timing i los naprawdę potrafią zaskoczyć.
Poniżej znajdziesz historię Charlie — dokładnie w takiej formie, w jakiej ją otrzymałem.
Bez redakcji.
Bez poprawek.
Bo właśnie w tej surowości jest jej siła.
HISTORIA CHARLIE
„Cześć Piotr,
Bardzo przepraszam, że wysyłam Ci mój tekst później niż planowałam — właśnie skończyłam tydzień pomocy w moim poprzednim miejscu pracy z okazji Tết (wietnamskiego Nowego Roku). Poniżej przesyłam pierwszą część odpowiedzi na pytania z wywiadu. Piszę po wietnamsku, żeby łatwiej wyrazić swoje myśli.
Właśnie „skończyłam 22 lata po raz dziesiąty” (haha) w zeszłą niedzielę i szczerze mówiąc, dziś dla mnie najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, stabilność i szczęśliwa rodzina. Chcę żyć w pełni każdym dniem i nie żałować niczego (to moje pragnienie, choć oczywiście nie da się tego osiągnąć w 100% — życie i wszechświat nie zawsze idą zgodnie z naszym planem).
Przed 20. rokiem życia miałam bardzo proste marzenie — otworzyć małą kawiarnię z ciastami. Kiedy jednak trafiłam do najbardziej tętniącego życiem miasta Wietnamu i zaczęłam naukę w szkole kulinarnej, mając kontakt z wieloma znanymi szefami kuchni z kraju i zagranicy, zaczęłam marzyć, by być jak oni — podróżować po świecie, pracować w Europie, na wielkich statkach (marzenia młodości…).
Ale różne wydarzenia sprawiły, że te marzenia musiałam odłożyć na bok. Wróciłam do rodzinnego miasta, gdzie zawód kucharza jest czymś zwyczajnym i nie daje wielu możliwości.
W wieku 21 lat wróciłam do Sajgonu (Ho Chi Minh City) i zaczęłam pracę w francuskiej restauracji jednego z moich nauczycieli. Tam poznałam bliżej europejską kuchnię, nauczyłam się bardzo dużo — nie tylko o pracy, ale i o życiu. Byłam wtedy bardzo naiwna i wierzyłam, że wszystko, czego mnie uczą (nawet krzyki i surowe traktowanie), jest dla mojego dobra. W rzeczywistości ten czas bardzo mnie zranił psychicznie.
Po czterech latach odeszłam z tej restauracji w niezbyt dobrych okolicznościach i zamknęłam się w domu na trzy miesiące, zadając sobie pytania: kim jestem? gdzie jestem? czego chcę? czy to naprawdę moja pasja? czy powinnam zmienić pracę? Te pytania niemal mnie rozsadzały.
Podjęłam wtedy decyzję — zaczęłam pracę w popularnej sieci pizzerii, gdzie wymagania były bardzo podstawowe. To było środowisko z zasadami, wszystko było uporządkowane — wyglądało na stresujące, ale z czasem poczułam się tam dobrze.
Zdobyte umiejętności i doświadczenie sprawiły, że przestałam czuć się bezużyteczna. Zyskałam uznanie współpracowników i przełożonych. To miejsce bardzo mnie uleczyło psychicznie — odzyskałam pewność siebie i przestałam być raniona.
Potem przyszła pandemia COVID. W skali globalnej była straszna, ale dla mnie… nie aż tak. Lockdown pozwolił mi spędzić najwięcej czasu z mamą i siostrą od 10 lat. Lepiej się zrozumiałyśmy i od tego czasu najważniejsze jest dla mnie zdrowie i szczęście rodziny.
Zostałam też kucharką w Madwine — miejscu, które częściowo mnie zmieniło. Właściciele dawali pracownikom przestrzeń do próbowania różnych ról. Stałam się tam również lubianą osobą obsługującą gości. Pracowałam bardzo ciężko, z pasją do obsługi klienta.
Zrozumiałam wtedy, że może nie jestem wybitnym szefem kuchni — ale naprawdę kocham sprawiać, by goście byli zadowoleni.
Poznałam Vy (moją partnerkę w pracy i życiu) w czasie pandemii — zaczęłyśmy razem uczyć się piec chleb na zakwasie. Z czasem pojawiło się uczucie i weszłyśmy w relację bez wielkich planów na przyszłość (a to już 5 lat!).
Zamieszkałyśmy razem i stworzyłyśmy małą kuchnię, gdzie eksperymentowałyśmy z pieczywem. Zaczęłyśmy sprzedawać i ku naszemu zaskoczeniu ludzie to pokochali.
Na początku wszystko było niepewne — mieszkanie 50 m² nie dawało możliwości utrzymania się. Nadal pracowałam w Madwine.
Kiedy jednak przeprowadziłyśmy się do domu przy 86/6a Phan Tây Hồ, jego architektura i ogród sprawiły, że pomyślałyśmy: „dlaczego nie?”. Zaczęłyśmy działać — i tak powstało
Jardin de Tini
(ciąg dalszy)
Ostatnio jesteśmy trochę bardziej zajęte — od początku marca pojawiły się prywatne rezerwacje i musiałyśmy zamknąć ogród na prawie miesiąc. W zeszły weekend zrobiłyśmy wszystko, by znów otworzyć (byłyśmy wykończone haha).
Stali klienci czekali cały miesiąc — gdy tylko ogłosiłyśmy otwarcie, natychmiast przyszli. To było niesamowite uczucie.
Dziś czujemy, że nasza praca zaczyna przynosić efekty i jesteśmy za to ogromnie wdzięczne.
Na początku nie miałyśmy pieniędzy — po trudnych doświadczeniach życiowych zaczynałyśmy od zera, oszczędzając każdy grosz. Gości było mało, a ja ciągle się martwiłam. Wydawało mi się, że nie mamy szans w porównaniu do innych kawiarni.
Był moment, kiedy chciałyśmy się poddać.
ALE opinie klientów dały nam siłę. Powtarzałyśmy sobie: idziemy powoli, ale stabilnie. Dbamy o jakość i obsługę.
Wierzymy w marketing szeptany — może wolniej, ale za to budujemy lojalnych klientów.
Dziś JDT to nie tylko biznes — to miejsce uzdrowienia i rozwoju dla mnie i Vy.
Po trzydziestce zrozumiałam, że chaos młodości nie ma znaczenia. Szczęście jest proste: rodzina, codzienność, bliscy, praca z sercem.
Zamiast myśleć o przyszłości, porównuję siebie z przeszłością — i to daje mi spokój.
Jestem wdzięczna za proste rzeczy: że żyję, mam rodzinę, Vy, JDT i ludzi, którzy nas lubią.
A tak — marzę też o wygranej na loterii haha — wtedy JDT byłoby jeszcze lepsze!
Do zobaczenia kiedyś. Dziękuję za możliwość napisania tego listu.
Umowa może się trochę opóźnić, bo muszę ją wydrukować — ale działaj spokojnie według planu.
Z wyrazami szacunku.”
ZAKOŃCZENIE
Są miejsca, które zapamiętujemy przez smak.
Są takie, które zapamiętujemy przez ludzi.
Ale są też takie — jak Jardin de Tini —
które zostają z Tobą przez historię.
Historia Charlie nie jest spektakularna.
Nie ma w niej wielkich nagłówków.
Ale jest w niej coś znacznie ważniejszego:
droga.
Droga przez chaos, wątpliwości, zmiany…
do prostego miejsca, które na końcu okazuje się wystarczające.
Bo może szczęście naprawdę nie jest gdzieś daleko.
Może jest dokładnie tam, gdzie przestajemy go szukać na siłę.
Odwiedź Jardin de Tini
Jeśli kiedyś znajdziesz się w Ho Chi Minh City, koniecznie odwiedź to wyjątkowe miejsce prowadzone przez Charlie i Vy.
To nie tylko restauracja — to przestrzeń tworzona z pasją, spokojem i ogromnym sercem do gości.
Adres:
86/6A Phan Tây Hồ
Ho Chi Minh City, Vietnam
Instagram:
@jardindetini
Jeśli odwiedzisz to miejsce — zatrzymaj się na chwilę, poczuj atmosferę i przypomnij sobie historię, którą właśnie przeczytałeś.
Następna historia już wkrótce.
To dopiero pierwszy rozdział serii „Odcienie ludzkiego życia”.
