📍 Ho Chi Minh City → Siem Reap
🗓 28 stycznia – 6 lutego
Pierwszy tydzień w podróży był… ciężki.
Po wylądowaniu w Ho Chi Minh City nie miałem w ogóle siły. Totalne odcięcie. Jet lag zrobił swoje. Położyłem się na dwugodzinną drzemkę, która zamieniła się w pół nocy wyjęte z życia.
Wieczorem wyszedłem na miasto. I wtedy pierwsze zderzenie z rzeczywistością — moja ulubiona knajpa Jardin de Tini zamknięta. W okolicy nie było nic sensownego do jedzenia.


Zacząłem błądzić z telefonem w ręku. W końcu trafiłem do małej wegańskiej knajpy. I powiem Wam jedno — DAWNO NIE JADŁEM TAK DOBREGO RYŻU.
Serio.
Idealnie ugotowany.
Miękki, ale sprężysty.


Czasem szczęście to dobrze zrobiony ryż 🙂
Ten tydzień wyglądał głównie tak:
- szukanie jedzenia
- próba odnalezienia się po podróży
- walka z jet lagiem
- chaos snu (2–3 godziny tu, 2–3 godziny tam)
Ho Chi Minh jest szybkie. Głośne. Intensywne.
Dla mnie — za bardzo.
Jeśli ktoś z Was tam leci:
2–3 dni max.
Więcej nie potrzeba. Serio.
Yellow Water Taxi
Jedna z najtańszych atrakcji w mieście, a najlepsza. Więcej na ten temat pisałem TUTAJ.



„Nie kombinujcie. Bierzcie to. Warto.”
Ostatnie dwa dni w Sajgonie spędziłem na pakowaniu i myśleniu o Kambodży.
Z tyłu głowy miałem też nowy projekt — serię wywiadów:
„Odcienie ludzkiego życia”
Chcę rozmawiać z ludźmi poznanymi w podróży. Pytać ich o rzeczy, które nurtują każdego z nas. Sens. Strach. Marzenia. Pieniądze. Miłość.
Jedna rozmowa miesięcznie.
Bez pośpiechu.
Lot do Kambodży trwał godzinę.
Krótko. Przyjemnie.
I od razu po wylądowaniu… cisza.
Prawdziwa cisza.
