Tydzień 11 w Hoi An – rozwój projektu C.U.D., podróż i ważne decyzje.
📍 Hoi An
🗓 13–20 kwietnia
Ten tydzień był inny.
Już nie tak cichy jak poprzedni.
Więcej ruchu.
Więcej decyzji.
Więcej „to się naprawdę dzieje”.
Bo są takie momenty w podróży, kiedy przestajesz tylko doświadczać…
a zaczynasz budować.
Rutyna, która daje fundament
Treningi wróciły do swojego rytmu.
Ciało pamięta więcej niż głowa.
I nawet jeśli dni są różne,
to właśnie rutyna trzyma wszystko w pionie.
W sobotę były ostatnie zajęcia aerial yogi.
I wiem jedno — będzie mi ich brakowało.
Nie tylko samej praktyki.
Ale radości i tego spokoju, który zostawał po.

Pierwszy krok w coś większego
Ten tydzień przyniósł coś dużego.
Dzięki Dan z La Solana
nawiązałem współpracę z firmą marketingową z Da Nang.
I to nie jest „może kiedyś”.
To jest:
👉 wchodzimy z C.U.D. i „Odcieniami ludzkiego życia” na rynek 🙂
Spotkanie już w przyszłym tygodniu.
Trochę ekscytacja.
Trochę ciekawość.
Trochę pytanie:
„ile to wszystko będzie kosztować?” 😉
Ale czuję, że to jest dobry kierunek.
Mała historia o uważności… i zaufaniu
Wtorek.
Zwykły dzień.
Pojechałem na miasto.
Zostawiłem skuter.
Poszedłem na obiad.
Po pół godzinie:
👉 nie mam telefonu.
Serce szybciej zaczęło bić.
Złość na siebie.
„znowu brak uważności…” – pieprzone ADHD, hehe
Wracam.
Telefon… leży dokładnie tam, gdzie go zostawiłem.
Nietknięty.
I wtedy pojawia się myśl:
co by było, gdyby to wydarzyło się w Europie?
Tutaj?
Po prostu jest.
I to mówi więcej o tym miejscu niż niejeden przewodnik.

Pierwsza publikacja – i dreszcze
To był tydzień intensywnej pracy nad „Odcieniami ludzkiego życia”.
I stało się.
👉 pierwszy artykuł opublikowany. – TUTAJ
Do tego redakcja kolejnego tekstu.
I moment, w którym patrzysz na to wszystko i myślisz:
„wow… zrobiłem to”
Jest duma.
Jest zaskoczenie.
I takie wewnętrzne… ciarki.

Ludzie, którzy zostają
Spotkanie z Mimi.
Rozmowy, przy których śmiejesz się jak dziecko.
Bez napięcia.
Bez udawania.
Po prostu dobrze.
Zapytałem ją, czy chciałaby zostać koordynatorem retreatu C.U.D. Hoi An 2027.
Czekam na odpowiedź.
Ale czuję, że to mogłoby być coś wyjątkowego.
Pokora (i badminton 😅)
Mimi zaprosiła mnie na badmintona.
Myślę sobie — luz.
Po godzinie:
👉 ledwo oddycham
Ona i jej córka?
Totalne maszyny.
Wietnam + badminton = poziom PRO.
Ale było warto.
Bo to są te momenty, których nie planujesz…
a które pamiętasz najmocniej.

Relaks też jest częścią drogi
Ten tydzień to też… 2,5 godziny masażu.
I to nie byle jakiego.
✔️ masaż całego ciała
✔️ Gua Sha / face lifting
Efekt?
Nie, nie wyglądam 20 lat młodziej 😉
Ale tak się czułem.
I to chyba wystarczy.
Nie wszystko, co piękne – jest właściwe
Odwiedziłem też jedną z willi.
Piękne miejsce.
Idealne… do momentu spotkania właściciela.
I nagle czujesz, że coś się nie zgadza.
Bo C.U.D. to nie tylko przestrzeń.
To ludzie.
A jeśli energia się nie zgadza — to koniec.
Decyzja była szybka.
Nie.
Zmiana miejsca, ten sam kierunek
Niedziela to pakowanie.
Bo od poniedziałku:
👉 Da Nang
Nowy etap przed Bali.
I znowu ten moment:
między tym, co było…
a tym, co dopiero się wydarzy.
