Tydzień 15 podróży – Dom dziecka na Bali i moment, który zmienił wszystko
📍 Bali
🗓 11–17 Maj
Są takie dni, po których człowiek już nie wraca do starego myślenia.
I chyba właśnie taki był ten tydzień.
Bo czasami jedziesz tylko odebrać indonezyjskie prawo jazdy na motory…
a kilka godzin później siedzisz w samochodzie ze łzami w oczach i próbujesz zrozumieć, dlaczego świat wygląda tak, a nie inaczej.
Ten tydzień był ciężki emocjonalnie.
Bardzo ciężki.
Ale jednocześnie pierwszy raz od dawna poczułem, że być może właśnie znalazłem coś, co naprawdę ma sens.
Nie projekt.
Nie biznes.
Nie content.
Tylko prawdziwy powód, żeby działać.
Poniedziałek — prawo jazdy, sierociniec i dzień, którego nie zapomnę
Poniedziałek zaczął się całkiem zwyczajnie.
Pojechaliśmy z Donnym odebrać moje indonezyjskie prawo jazdy na motory 😄
A tutaj na Bali to jednak ważna sprawa, hehe.
Po wszystkim zapytaliśmy policjanta, czy w pobliżu znajduje się jakiś dom dziecka.
Od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie.
Chciałem odwiedzić takie miejsce.
Zobaczyć jak to wygląda.
Może jakoś pomóc.
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ten dzień aż tak mnie zmieni.
Policjant powiedział nam, że około 30 minut drogi od posterunku znajduje się sierociniec.
Pojechaliśmy od razu.
I im bliżej byliśmy…
tym bardziej czułem dziwny niepokój.
Trochę smutek.
Trochę stres.
Natłok myśli.
Myślę, że Donny czuł podobnie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, pierwsze co zobaczyłem to dziesiątki małych klapek przed wejściem.
I wtedy przeszły mnie ciary.
Nie wiedzieliśmy nawet, jak wejść do środka, bo była to totalnie spontaniczna decyzja.
Ale akurat wychodziła jakaś kobieta i Donny od razu zapytał, czy istnieje możliwość odwiedzenia dzieci.
Okazało się, że nie ma problemu.
Po chwili wyszła pani dyrektor i zaprosiła nas do środka.
I wtedy zobaczyliśmy dzieciaki.
Uśmiechnięte.
Biegające.
Pełne energii.
Ale mimo wszystko w środku czułem ogromny smutek.
Bo sama świadomość, że są w takiej sytuacji…
była trudna do udźwignięcia.
Zaczęliśmy rozmawiać.
To znaczy ja zadawałem pytania, a Donny tłumaczył.
I wtedy dowiedziałem się rzeczy, które totalnie mnie zszokowały.
Rząd praktycznie nie pomaga.
Nie ma wsparcia.
Nie ma realnej pomocy finansowej.
Dom dziecka funkcjonuje głównie dzięki lokalnej społeczności i ludziom dobrej woli.
Jest lokalna lekarka, która pomaga dzieciom i organizuje podstawowe lekarstwa.
Ale poza tym?
Ciężko.
Zapytaliśmy, czy dzieci można adoptować.
Okazało się, że nie ma takiej możliwości.
Dzieci zostają tam do 18 roku życia.
Potem zapytaliśmy:
„Jak możemy pomóc?”
I dostaliśmy listę najpotrzebniejszych rzeczy.
Jedzenie.
Środki higieny.
Ubrania.
Podstawowe rzeczy do życia.
Nie byliśmy na to gotowi emocjonalnie.
Oddaliśmy praktycznie wszystkie pieniądze, które mieliśmy przy sobie.
Zostawiliśmy tylko tyle, żeby kupić ryby po drodze na lokalnym markecie 😄
I wtedy wydarzyło się coś, czego chyba długo nie zapomnę.
Dzieci ustawiły się obok nas i zaczęły śpiewać piosenkę dziękczynną.
O tym, że jesteśmy ich aniołami.
Że dajemy nadzieję.
Że są wdzięczne.
Myślałem, że serce mi pęknie.
Nawet teraz, kiedy to piszę…
mam łzy w oczach.


„Różne historie. Jedno serce.” — początek czegoś większego
Po wyjściu długo rozmawialiśmy z Donnym.
I wtedy wpadłem na pomysł.
Może da się zrobić coś większego?
Nie jednorazową pomoc.
Nie szybki przelew.
Tylko prawdziwy projekt społecznościowy.
Tak narodził się pomysł:
„Różne historie. Jedno serce.”
Bo niezależnie od tego:
skąd jesteśmy,
ile mamy pieniędzy,
jakie mamy życie…
wszyscy jesteśmy ludźmi.
I może właśnie społeczność potrafi zrobić więcej niż system.
Chcemy pomagać dzieciakom poprzez:
• jedzenie
• ubrania
• edukację
• środki higieny
• realne działania
Bez przekazywania pieniędzy „w ciemno”.
Chcemy sami kupować rzeczy i dostarczać je osobiście.
Na razie jeszcze nie wiemy dokładnie, jak to zorganizować.
Ale działamy.
Powoli.
I wierzę, że to dopiero początek.

Wtorek — smutek, pilates i planowanie Filipin oraz Japonii
Wtorek był spokojniejszy.
Ale psychicznie dalej siedziałem w tym wszystkim.
Rano pilates.
Potem przez większość dnia chodziłem jakiś przygaszony.
Cały czas myślałem o dzieciach.
O tym, że człowiek żyje sobie normalnie…
a gdzieś obok ktoś walczy o podstawowe rzeczy.
Żeby trochę oczyścić głowę wróciłem do czegoś, czego dawno nie robiłem.
Planowania podróży 😄
Usiadłem do organizowania Filipin i Japonii na 2027 rok.
I nagle minęły trzy godziny 😂
Trochę mi ulżyło.
Wieczorem lekcje, yin yoga i spanko.

Środa — siłownia, emocje i pierwsze spotkania pod C.U.D.
Środa była dniem treningowym 😄
Musiałem wyrzucić z siebie emocje.
Poszedłem na siłownię i trochę się „wyżyć”.
Po treningu usiadłem do organizowania spotkań pod:
C.U.D. Retreat Bali 2027 dla dorosłych.
I chyba…
powoli coś zaczyna się dziać 👀
Od przyszłego tygodnia zaczynam pierwsze inspekcje miejsc.
Nie chcę zapeszać.
Ale mam dobre przeczucia.
C.U.D. musi być wyjątkowe.
Nie ma innej opcji ❤️

Czwartek — samotność, „Odcienie Ludzkiego Życia” i Sarom
Czwartek?
Klasycznie 😂
Po raz czwarty próbowaliśmy kupić kask…
i oczywiście znowu się nie udało 😄
Potem praca nad kolejnym artykułem do:
„Odcieni Ludzkiego Życia”.
Tym razem bohaterem będzie Sarom — właściciel hotelu w Kambodży, u którego mieszkałem.
Świetny człowiek.
Bardzo dobra energia.
Jeśli śledzicie dziennik podróży, to pewnie go pamiętacie 😄
Po południu znowu dopadły mnie rozmyślania.
Samotność.
Pytania o sens życia i kierunek.
Więc…
pojechałem na orbitrek 😂
Cardio chyba staje się moją terapią.
Piątek — przyjaciele z Korei i wieczór pełen śmiechu
Piątek był piękny ❤️
Spotkałem się z przyjaciółmi z Korei, których nie widziałem chyba pięć lat.
I wiecie co?
To było takie dobre.
Śmiech.
Rozmowy.
Normalność.
Lekkość.
Czasami człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo potrzebuje ludzi.
Rano oczywiście pilates 😄
Czy nadal jestem wykończony podczas zajęć?
Tak 😂
Czy nadal kocham pilates?
Też tak 😄
Po zajęciach klasyczna drzemka 😂
Sobota — plaża, Bahasa i rozmowy o życiu
Sobotni poranek spędziłem na plaży.
Bez celu.
Po prostu chodziłem i myślałem.
Jak pomóc dzieciakom?
Jak zrobić to dobrze?
Jak stworzyć coś realnego?
Wróciłem po trzech godzinach…
i nadal nie znałem odpowiedzi 😄
Ale działamy dalej.
Po południu próbowałem uczyć się Bahasa.
I powiem Wam jedno:
zapominam wszystko 😂
Ale próbuję.
Wieczorem rozmowy o kulturze, życiu i codzienności.
Zawsze kiedy schodzę do kuchni i spotykam żonę Donnego…
mam wrażenie, jakbym rozmawiał z siostrą ❤️


Niedziela — pierwsza lekcja angielskiego i nowa historia
Niedziela była spokojna.
Siłownia.
Przygotowania do lekcji.
I ekscytacja.
Bo jutro jadę uczyć dzieciaki angielskiego.
Cieszę się.
Ale jednocześnie trochę się boję.
Żebym tylko się nie popłakał 😄
W tym tygodniu wydarzyło się jeszcze coś fajnego.
Na maila dostałem kolejną historię do:
„Odcieni Ludzkiego Życia”.
Napisała Eva z Tajwanu, którą poznałem w Hoi An podczas masaży 😄
Jej historię przeczytacie w sierpniu ❤️
I tak…
nadal jestem na Bali.
I będę tu jeszcze długo 😄
Zakończenie
Ten tydzień zostawił we mnie coś ciężkiego.
Ale jednocześnie bardzo prawdziwego.
Bo chyba pierwszy raz od dawna poczułem, że chcę tworzyć coś większego niż content.
Coś, co naprawdę może pomóc ludziom.
I może właśnie o to chodzi w życiu.
Nie o idealne zdjęcia.
Nie o liczby.
Nie o internet.
Tylko o ludzi.
❤️

Fantastyczna inicjatywa – „One Heart” ♥️ Kibicuję 🥳