NIE SZUKAŁEM PRZEPOWIEDNI. SZUKAŁEM ZNACZENIA. – Spotkanie z Higher Priest – Pedanda, Ngewacakan, oczyszczenie i spojrzenie na siebie przez pryzmat balijskiej tradycji.
Czasami podróżujemy po świecie, żeby zobaczyć nowe miejsca.
A czasami…
żeby zobaczyć siebie trochę inaczej.
Są doświadczenia, które kończą się wraz z opuszczeniem danego miejsca.
I są takie, które zostają z nami jeszcze długo po powrocie.
Moje ostatnie spotkanie na Bali należało właśnie do tych drugich.
Pojechałem do Bebanden, niewielkiej balijskiej wioski, aby spotkać się z Higher Priest i doświadczyć tradycyjnego balijskiego odczytania oraz ceremonii oczyszczenia.
Było w tym coś niezwykle prostego.
A jednocześnie bardzo głębokiego.
Czytanie.
Ceremonia purification.
Ngewacakan.
Balijski kalendarz.
Lontar.
Rozmowa.
I przede wszystkim…
zatrzymanie się.

Zanim zaczniemy mówić o mnie — czym właściwie jest Ngewacakan?
Bali jest miejscem, w którym czas, natura, duchowość i codzienne życie są ze sobą bardzo mocno połączone.
W tradycji Pawukon data urodzenia człowieka nie jest postrzegana wyłącznie jako informacja z kalendarza.
Jest częścią większej symbolicznej opowieści.
W moim przypadku dokument rozpoczyna się od daty:
26 listopada 1980, godzina 19:10, Włocławek.
W tradycji Pawukon moje urodzenie zostało określone jako Buda Umanis, Wuku Kulantir.
I właśnie tutaj zaczyna się Ngewacakan.
Nie traktuję go jako wróżby.
Nie chodziło o to, żeby ktoś powiedział mi:
„W przyszłym roku wydarzy się dokładnie to i to.”
Wręcz przeciwnie.
W otrzymanym dokumencie Ngewacakan opisane jest jako duchowe lustro — sposób spojrzenia na człowieka, jego charakter, drogę życiową, duchowe tendencje oraz relację z naturą, przodkami i siłami duchowymi.
I właśnie ta idea najbardziej mnie zainteresowała.
Bo może nie zawsze potrzebujemy kogoś, kto powie nam, co wydarzy się jutro.
Może czasami potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam zobaczyć…
co już wydarzyło się w nas.
Pawukon — człowiek zapisany w czasie
Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie zaciekawiły, jest sposób, w jaki balijska tradycja patrzy na dzień narodzin.
To nie tylko data.
To kombinacja elementów balijskiego kalendarza, która tworzy symboliczny portret człowieka.
W moim odczytaniu pojawiają się:
Rabu — środa,
Umanis,
oraz
Wuku Kulantir.
Według otrzymanej interpretacji Rabu wiąże się z obserwacją, analizą i potrzebą rozumienia świata.
Umanis ma wnosić łagodność, otwartość i poszukiwanie harmonii.
Natomiast Kulantir łączy się między innymi z odpowiedzialnością za otaczające życie i więzią z naturą.
Czy można to naukowo udowodnić?
Nie.
I właśnie dlatego warto potraktować to inaczej.
Jako język symboli.
Jako sposób zadawania sobie pytań.
Bo czasami symbol nie musi być naukowym faktem, żeby zmusić nas do refleksji.
Moje spotkanie z Higher Priest – Pedanda
Do Bebanden nie pojechałem po kolejną atrakcję turystyczną.
Nie chciałem „odhaczyć” kolejnego doświadczenia.
Chciałem naprawdę tego doświadczyć.
Całość odbyła się u nich.
Było czytanie.
Była purification ceremony.
Było Ngewacakan.
Była praca z balijskim kalendarzem i informacjami zawartymi w tradycji Lontar.
I był czas na to, żeby po prostu słuchać.
To właśnie było dla mnie najważniejsze.
Nie spektakularność.
Nie efekt „wow” dla zdjęcia.
Ale atmosfera.
Skupienie.
Tradycja przekazywana przez ludzi, którzy żyją nią na co dzień.
I świadomość, że przez chwilę wchodzę do świata, który nie jest moim światem.

Purification — oczyszczenie
Ceremonia oczyszczenia była dla mnie szczególnym elementem tego doświadczenia.
Nie chcę jej opisywać wyłącznie jako rytuału „usuwania złej energii”, bo byłoby to zbyt powierzchowne.
Dla mnie ważniejsze było to, co taki rytuał może zrobić z człowiekiem psychologicznie i symbolicznie.
Zatrzymujesz się.
Odkładasz telefon.
Przestajesz pędzić.
Przez chwilę nie jesteś pracownikiem.
Nie jesteś managerem.
Nie jesteś podróżnikiem.
Nie jesteś synem, partnerem, przyjacielem czy kimkolwiek, kim jesteś na co dzień.
Po prostu…
jesteś człowiekiem.
I ktoś mówi Ci:
zatrzymaj się.
Popatrz na siebie.
Pomyśl o tym, co niesiesz.
O tym, co chcesz zostawić.
O tym, co chcesz zabrać dalej.
Może właśnie dlatego takie ceremonie mogą mieć znaczenie.
Nie dlatego, że magicznie rozwiązują nasze problemy.
Ale dlatego, że dają nam moment, w którym możemy świadomie rozpocząć coś od nowa.

Ngewacakan — kiedy tradycja staje się lustrem
Najbardziej interesująca część przyszła później.
Ngewacakan.
Otrzymałem bardzo szczegółowy dokument dotyczący mojego odczytania.
I muszę przyznać…
w wielu miejscach zatrzymałem się na dłużej.
Nie dlatego, że wszystko traktuję dosłownie.
Wręcz przeciwnie.
Dokument sam zaznacza, że astrologiczne i tradycyjne interpretacje nie powinny być traktowane jako naukowa diagnoza osobowości.
Ale kiedy czytasz o sobie pewne rzeczy…
zaczynasz się zastanawiać.
„Człowiek, który szuka znaczenia”
To zdanie pojawiło się na samym początku mojego odczytania.
„Portret człowieka, który szuka znaczenia.”
I chyba właśnie ono zostało ze mną najbardziej.
Bo według interpretacji nie wystarcza mi samo doświadczenie.
Chcę wiedzieć:
dlaczego?
Co to oznacza?
Co znajduje się pod powierzchnią?
Jaka historia stoi za człowiekiem?
Jaka historia stoi za miejscem?
Jakie znaczenie ma rytuał?
Dokument opisuje właśnie tę potrzebę schodzenia głębiej — nie tylko wiedzieć, ale zrozumieć.
I kiedy to przeczytałem, pomyślałem:
Tak.
Może właśnie dlatego tak bardzo interesują mnie ludzie.
Nie tylko miejsca.
Nie tylko zdjęcia.
Nie tylko podróże.
Ale historie.
Ja nie podróżuję tylko po miejscach
Jedno zdanie z tego dokumentu szczególnie mnie poruszyło:
„Ty podróżujesz po ludziach.”
I im dłużej o nim myślę…
tym bardziej widzę w nim sens.
Oczywiście podróżuję po świecie.
Bali.
Wietnam.
Kambodża.
Inne miejsca.
Inne kultury.
Ale coraz częściej zauważam, że miejsce jest dla mnie tylko początkiem.
Najbardziej interesuje mnie człowiek, którego tam spotkam.
Jego historia.
Jego sposób życia.
Jego spojrzenie.
To, czego mogę się od niego nauczyć.
Bo miejsce można sfotografować.
Człowieka trzeba poznać.

Pertiwi — Mother Earth
Jednym z najważniejszych elementów mojego odczytania okazała się Pertiwi — Mother Earth.
Według otrzymanego dokumentu pojawia się tutaj symboliczna więź lub obietnica związana z Pertiwi i Wszechświatem. W tradycyjnej interpretacji Pertiwi jest rozumiana jako Matka Ziemia — żywa, święta energia, która daje życie, karmi i chroni.
Wskazano również konkretne formy darów wotywnych:
jeden banan, jedna krewetka, jeden tumpeng, jeden rodzaj owocu oraz jeden pieczony lub grillowany kurczak na tradycyjnej tacy — dulang.
Najbardziej interesująca jest tutaj symbolika liczby jeden.
Według interpretacji oznacza ona jedność, pełnię i brak nadmiaru.
Nie „więcej”.
Jedno.
Proste.
Wystarczające.
Pełne.
I właśnie to przesłanie bardzo do mnie przemawia.
Może nie chodzi o to, żeby brać więcej
Dokument interpretuje te dary jako symboliczny sposób powiedzenia:
„Dziękuję za życie i chcę żyć w harmonii z naturą, ludźmi i światem duchowym.”
I tutaj tradycyjna opowieść zaczęła łączyć się z moim własnym sposobem patrzenia na życie.
Bo ile właściwie potrzebujemy?
Ile miejsc?
Ile rzeczy?
Ile pieniędzy?
Ile doświadczeń?
Ile zdjęć?
Ile kolejnych historii?
Może czasami najważniejsze pytanie nie brzmi:
„Co jeszcze mogę dostać?”
Ale:
„Co mogę dać z powrotem?”
Nie wszystko, co duchowe, musi być dosłowne
To dla mnie bardzo ważne.
Nie chciałbym przedstawiać tego doświadczenia jako dowodu na istnienie określonych sił duchowych.
Nie o to chodzi.
Dokument, który otrzymałem, sam zaznacza, że nie można uczciwie traktować symbolicznej więzi z Pertiwi jako obiektywnie potwierdzonej „obietnicy z poprzedniego życia”. Jest to element tradycyjnej interpretacji duchowej.
I właśnie dlatego najbardziej interesuje mnie coś innego.
Co ten symbol robi we mnie?
Jeżeli tradycja mówi:
Dbaj o ziemię.
Szanuj wodę.
Sadź drzewa.
Bądź blisko natury.
Dbaj o swoje otoczenie.
Żyj z wdzięcznością.
To nawet bez przyjmowania całej duchowej interpretacji mogę zadać sobie pytanie:
Czy rzeczywiście tak żyję?
I nagle rytuał przestaje być czymś odległym.
Staje się lustrem.
MORE czy DEEPER?
W moim odczytaniu pojawiła się jeszcze jedna myśl, która bardzo mocno pasuje do tego, jak dziś patrzę na swoje życie.
Nie:
MORE.
Ale:
DEEPER.
Nie więcej ludzi.
Prawdziwsi ludzie.
Nie więcej miejsc.
Miejsca, które coś w nas zmieniają.
Nie więcej projektów.
Projekty, które mają znaczenie.
Nie więcej doświadczeń.
Doświadczenia, które możemy zamienić w coś dla innych.
I może właśnie to jest różnica między kolekcjonowaniem doświadczeń a naprawdę ich przeżywaniem.
Experience. Understand. Connect. Create. Give Back.
W dokumencie pojawia się zdanie, które mogłoby właściwie stać się jednym z moich osobistych kompasów:
Experience. Understand. Connect. Create. Give back.
Najpierw doświadczasz.
Potem próbujesz zrozumieć.
Następnie łączysz.
Później tworzysz.
A na końcu…
dajesz coś z powrotem.
Może to być historia.
Tekst.
Projekt.
Spotkanie.
Relacja.
Pomoc.
Inspiracja.
Dom.
Przestrzeń.
Cokolwiek, co sprawia, że człowiek po spotkaniu z Tobą zaczyna patrzeć na świat odrobinę inaczej.
I właśnie tutaj Ngewacakan przestało być dla mnie „czytaniem o mnie”.
Stało się pytaniem:
Co ja zrobię z tym wszystkim, czego doświadczyłem?
Chcesz zobaczyć cały mój Ngewacakan?
To, co przeczytaliście powyżej, jest moją osobistą refleksją nad doświadczeniem.
Jeżeli jednak chcecie zobaczyć pełny materiał, który otrzymałem po moim Ngewacakan, zostawiam go tutaj.
To znacznie bardziej szczegółowy dokument obejmujący m.in.:
- moje Pawukon,
- Buda Umanis,
- Wuku Kulantir,
- interpretację charakteru,
- symbolikę Pertiwi — Mother Earth,
- zalecane ofiary i praktyki,
- interpretacje związane z naturą,
- życiową drogę,
- mocne strony i wyzwania,
- oraz inne elementy mojego odczytania.
Ważne: traktuję ten materiał jako element balijskiej tradycji i język symboli, a nie naukową diagnozę osobowości ani dosłowną przepowiednię przyszłości.
[ZOBACZ PEŁNY ODCZYT NGEWACAKAN]

C.U.D. — właśnie po to powstaje
I tutaj naturalnie dochodzę do C.U.D.
Bo kiedy myślę o tym doświadczeniu w Bebanden, coraz bardziej widzę, że właśnie takie momenty chciałbym tworzyć również w ramach C.U.D. Experience.
Nie chodzi tylko o pokazanie ludziom pięknych miejsc.
Bali ma piękne miejsca.
Wietnam ma piękne miejsca.
Świat jest pełen pięknych miejsc.
Ale można zrobić tysiące zdjęć pięknych miejsc…
i ani razu naprawdę nie spotkać człowieka.
A dla mnie właśnie człowiek jest najważniejszy.
Jego historia.
Jego kultura.
Jego sposób patrzenia.
Jego tradycja.
Jego codzienność.
Jego duchowość.
Jego śmiech.
Jego pytania.
Jego inność.
Different Backgrounds. One Heart.
Możemy pochodzić z różnych krajów.
Mówić różnymi językami.
Wychować się w różnych kulturach.
Mieć różne religie.
Różne doświadczenia.
Różne poglądy.
Różne historie.
A jednak…
kiedy siadamy razem przy stole,
rozmawiamy,
śmiejemy się,
dzielimy jedzeniem,
opowiadamy o swoim życiu,
nagle okazuje się, że pod wszystkimi tymi różnicami…
jesteśmy bardzo podobni.
Bo każdy z nas chce być kochany.
Każdy chce być zauważony.
Każdy czegoś szuka.
Każdy czegoś się boi.
Każdy ma swoją historię.
Different Backgrounds. One Heart.
To nie jest dla mnie tylko hasło.
To jest sposób patrzenia na ludzi.
A może kiedyś zrobimy to razem?
I właśnie dlatego chciałbym Was o coś zapytać.
Po tym doświadczeniu na Bali zacząłem myśleć:
A co, gdyby takie doświadczenie stało się częścią C.U.D. Experience Bali?
Nie jako atrakcja.
Nie jako „tour”.
Nie jako kolejny punkt programu.
Ale jako prawdziwe spotkanie z balijską tradycją.
Z człowiekiem.
Z kulturą.
Z duchowością.
Z możliwością zatrzymania się i spojrzenia na siebie z innej perspektywy.
Tak jak ja zrobiłem to w Bebanden.
Jeżeli chcielibyście kiedyś doświadczyć czegoś podobnego podczas C.U.D. Experience Bali…
dajcie znać w komentarzach.
Chciałbym wiedzieć, czy takie doświadczenia są dla Was interesujące.
Bo C.U.D. ma być przede wszystkim przestrzenią do doświadczania, poznawania, łączenia i rozumienia ludzi.

Na koniec
Kiedy wyjeżdżałem z Bebanden, nie miałem wrażenia, że otrzymałem wszystkie odpowiedzi.
I może właśnie dlatego to doświadczenie było tak wartościowe.
Nie potrzebuję, żeby ktoś powiedział mi dokładnie, kim jestem.
Potrzebuję czasami…
zatrzymać się wystarczająco długo, żeby samemu to zobaczyć.
Ngewacakan nazwało pewne rzeczy.
Purification ceremony dała przestrzeń na zatrzymanie.
Pawukon pokazał inną perspektywę czasu.
Pertiwi przypomniała o relacji z naturą.
A spotkanie z człowiekiem z innej kultury przypomniało mi po raz kolejny, że świat można poznawać nie tylko oczami.
Można poznawać go poprzez ludzi.
I może właśnie dlatego coraz bardziej wierzę, że podróż nie kończy się wtedy, kiedy wracasz do domu.
Jeżeli coś naprawdę przeżyłeś…
zabierasz to ze sobą.
A potem masz wybór.
Możesz zostawić to tylko jako wspomnienie.
Albo możesz coś z tego stworzyć.
Historię.
Relację.
Projekt.
Pomoc.
Inspirację.
Coś dobrego.
Bo może właśnie o to chodzi.
Nie tylko:
ile zobaczyliśmy.
Ale:
co zrobiliśmy z tym, co zobaczyliśmy.
Jeśli ta historia zapadła Ci w pamięć…
Każda opublikowana tu refleksja jest inspirowana prawdziwymi ludźmi, miejscami i rozmowami, które odkrywam podczas podróży po Azji.
Osobiście odwiedzam każde miejsce, piszę każdy artykuł i od podstaw tworzę każde doświadczenie w ramach projektu C.U.D.
Jeśli ta historia do Ciebie przemówiła i chcesz pomóc mi w dalszym tworzeniu takich niezależnych projektów, możesz wesprzeć moją podróż.
Wesprzyj podróż → TUTAJ DZIĘKUJĘ.
