Korzystając z tej witryny, wyrażasz zgodę na Politykę prywatności
Accept

Travel𝝅Freak

Pixie travel

  • Home
  • Zdrowy Tryb Życia
  • C.U.D. Experience
  • Odcienie ludzkiego życia
  • Moja Podróż Dookoła Azji
  • Gotowe Plany Podróży
  • Dziennik Podróży
    • Dziennik Podróży
    • Slow travel
  • Inne
    • O Mnie
    • Kontakt
Reading: TYDZIEŃ 37 PODRÓŻY 

Travel𝝅Freak

Pixie travel

  • Home
  • Zdrowy Tryb Życia
  • C.U.D. Experience
  • Odcienie ludzkiego życia
  • Moja Podróż Dookoła Azji
  • Gotowe Plany Podróży
  • Dziennik Podróży
  • Inne
Search
  • Home
  • Zdrowy Tryb Życia
  • C.U.D. Experience
  • Odcienie ludzkiego życia
  • Moja Podróż Dookoła Azji
  • Gotowe Plany Podróży
  • Dziennik Podróży
    • Dziennik Podróży
    • Slow travel
  • Inne
    • O Mnie
    • Kontakt
Have an existing account? Sign In
Follow US
High Quality Design Resources for Free.

Home » Dziennik Podróży » TYDZIEŃ 37 PODRÓŻY 

Dziennik Podróży

TYDZIEŃ 37 PODRÓŻY 

Rób swoje z sercem. Nigdy nie wiesz, do kogo dotrze Twoja historia.

travelpixie
Last updated: 2026/10/25 at 12:53 AM
travelpixie 3 Min Read
Share
Highlights
  • Pożegnanie z Lombok i podróż do Chiang Mai przez Bali i Singapur.
  • Zakupy w Rimping Supermarket i odkrywanie lokalnego rynku.
  • Poszukiwanie bezpiecznego kasku i nowego miejsca do ćwiczeń.
  • Pilates Reformer w Flexure Flow Pilates.
  • Praca nad C.U.D. Experience i planowanie systemu płatności.
  • Wzruszająca wiadomość od Kena, syna Dayu Murtini.
  • Refleksje o konsekwencji, cierpliwości i realizowaniu marzeń.
  • Badania krwi, wizyta u dentysty i odkrywanie Jing Jai Market.

TYDZIEŃ 37 PODRÓŻY: 12 – 18 październik – Z Lombok do Chiang Mai — nowe miejsce, nowe plany i wiadomość, która wywołała we mnie  dreszcze.

Spis Treści
PONIEDZIAŁEK — Pożegnanie z Lombok i kolejny etap podróży.WTOREK — Chiang Mai, Singapur i przygoda z bankomatem.ŚRODA — NMAX, organiczne zakupy i poszukiwanie idealnego rytmu.CZWARTEK — Bezpieczny kask, badania i kolejna porcja organizacji.PIĄTEK — Pilates Reformer, C.U.D. Experience i pytanie, które nie daje mi spokoju.SOBOTA — Wiadomość od Kena, która wywołała we mnie dreszcze.NIEDZIELA — Badania krwi, dentysta i niedzielny Jing Jai Market.PODSUMOWANIE TYGODNIA 37

Tydzień 37: Czasami ktoś docenia Twoją pracę dokładnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujesz. ❤️

Są takie tygodnie, kiedy zmienia się kraj, mieszkanie, otoczenie i codzienna rutyna. Trzeba znaleźć  siłownię, Pilates, sklep z dobrym jedzeniem, dentystę, laboratorium, a do tego ogarnąć skuter i wszystkie  sprawy, które nagle lądują na głowie.

A potem przychodzi jedna wiadomość.

Kilka zdań od osoby, której właściwie się nie spodziewasz. I nagle wszystkie godziny pracy, wszystkie napisane artykuły, wszystkie chwile, kiedy zastanawiasz się, czy to, co robisz, ma sens, nabierają zupełnie  innego znaczenia.

Ten tydzień rozpocząłem na Lombok, a zakończyłem już w Chiang Mai, w północnej Tajlandii. Po drodze był lot przez Bali i Singapur, poszukiwanie bankomatu, nowy skuter, zakupy, Pilates Reformer, badania  krwi, dentysta i rozwijanie C.U.D. Experience.

Ale najważniejszym momentem tygodnia okazała się wiadomość od Kena, syna Dayu Murtini, której  historię opublikowałem w ramach „Odcieni Ludzkiego Życia”.

To właśnie takie chwile przypominają mi, dlaczego robię to, co robię.

No to zaczynamy! 😊

Tydzień 37 podróży - Podróż z Lombok do Chiang Mai przez Bali i Singapur.

PONIEDZIAŁEK — Pożegnanie z Lombok i kolejny etap podróży.

Ostatni poranek na Lombok.

Pobudka, pakowanie, sprawdzanie, czy wszystko mam, czy nic nie zostało w szafie, pod łóżkiem albo  w łazience. Niby człowiek podróżuje już tyle czasu, a i tak przed każdym wyjazdem wykonuje ten sam  rytuał.

Paszport? Jest.

Telefon? Jest.

Dokumenty? Są.

Ładowarki? Oby wszystkie. 😂

Później zdanie skutera, pożegnanie w hotelu i kierowca, który zawiózł mnie na lotnisko w Kuta Lombok.

Lubię tę niezależność, którą daje skuter, ale przychodzi też moment, kiedy trzeba oddać kluczyki i ruszyć dalej.

Odprawa, lot na Bali do Denpasar i nocleg w hotelu przed porannym lotem do Chiang Mai z przesiadką  w Singapurze.

Kolejna podróż w podróży.

Tak wygląda życie, kiedy nie masz jednego stałego miejsca, do którego wracasz po każdym wyjeździe.  Z jednej strony jest w tym ogromna wolność, z drugiej — logistyka, pakowanie, transport i pilnowanie  wszystkich szczegółów.

Ale nie narzekam.

Sam wybrałem takie życie i nadal bardzo je lubię.

A Lombok? Zostaje mi w głowie. Kuta, spokojniejsze drogi, plaże, skuter i myśl, że być może wrócę tam na dłużej.

Na razie jednak kolejny kierunek.

Chiang Mai — do zobaczenia! ❤️

Pomelo Travel Outpost Thailand w Mae Rim Chiang Mai
Pomelo Travel Outpost Thailand w Mae Rim Chiang Mai

WTOREK — Chiang Mai, Singapur i przygoda z bankomatem.

Po porannym locie z Bali, przesiadce w Singapurze i kolejnych godzinach w podróży w końcu dotarłem  do Chiang Mai. Była około 17:00.

I oczywiście nie mogło obyć się bez małej przygody. 😂

Chciałem zamówić Graba albo Bolta, żeby dostać się do mojego lokum, ale pojawił się problem.  Nie miałem gotówki, a polskiej karty nie miałem podpiętej do telefonu. Przy próbie płatności kartą kredytową system chciał wysłać kod potwierdzający z banku, który oczywiście nie chciał dotrzeć.

No bo dlaczego miałoby być prosto, skoro może być ciekawie? 😂

Zacząłem więc szukać bankomatu. Trzeba było wypłacić gotówkę, wrócić do aplikacji i dopiero wtedy zamówić przejazd.

Ważna wskazówka: wypłaty z bankomatów w Tajlandii

W Tajlandii zagraniczne karty są często obciążane stałą opłatą operatora bankomatu za wypłatę. Powszechnie spotykana opłata wynosi około 220 THB za transakcję, choć jej wysokość może zależeć od bankomatu i rodzaju karty. Do tego własną opłatę może naliczyć bank, który wydał kartę.

Dlatego jeśli potrzebujecie gotówki na kilka dni, zwykle warto rozważyć jedną większą wypłatę zamiast  kilku małych. Dzięki temu możecie zapłacić stałą opłatę bankomatową tylko raz. Oczywiście wypłacajcie tylko tyle, ile jesteście w stanie bezpiecznie przechować, a przed zatwierdzeniem sprawdźcie wyświetlane opłaty.

I jeszcze jedna rzecz: jeśli bankomat zapyta, czy chcecie rozliczyć transakcję w złotówkach, czy w lokalnej walucie, zazwyczaj warto wybrać THB, czyli tajskie bahty, i odrzucić przewalutowanie proponowane  przez bankomat. Wtedy wymiana waluty odbywa się zgodnie z zasadami Waszej karty, zamiast po kursie narzuconym przez operatora bankomatu. Ostateczny koszt zależy jednak od warunków Waszego banku  lub karty.

Gotówka w kieszeni, Bolt zamówiony i można jechać!

Około 19:30 dotarłem do Pomelo Travel Outpost Thailand w Mae Rim.

Jak wiecie, bardzo lubię to miejsce. Jeśli tylko mam możliwość, wybieram Pomelo podczas pobytów  w Azji. Dobrze jest wrócić gdzieś, gdzie człowiek zna już otoczenie, atmosferę i ludzi.

Przywitanie, rozpakowanie bagażu i wreszcie można było odetchnąć.

Ale oczywiście moja głowa już pracowała.

Skuter.

Siłownia.

Pilates Reformer.

Badania krwi.

Dentysta.

Zakupy.

Produkty do lodówki.

Organizacja całego życia od nowa.

Bo ja przecież nie potrafię po prostu przyjechać do nowego miejsca i przez trzy dni nic nie robić. 😂

Harmonogram zapowiadał się napięty, ale przynajmniej wiedziałem, od czego zacząć.

ŚRODA — NMAX, organiczne zakupy i poszukiwanie idealnego rytmu.

Od rana dostawa skutera.

Oczywiście Yamaha NMAX! ❤️

Nie ma to jak odzyskać niezależność i móc ruszyć przed siebie bez czekania na taksówki.

Jest tylko jeden problem.

Kaski.

Jak zwykle dostałem taki plastikowy, że aż ręce opadają. Byłem wkurzony, bo na drodze bezpieczeństwo  jest dla mnie ważne. Ale co zrobić? Najpierw trzeba było ogarnąć podstawowe sprawy, a później znaleźć  coś porządnego.

I tak też zrobiłem.

Pierwszy przystanek: Rimping Supermarket w Mae Rim.

Jeżeli lubicie dobre produkty, szeroki wybór i zakupy trochę inne niż w typowym lokalnym sklepie, warto sprawdzić to miejsce.

Znalazłem sporo produktów, które pasują do mojego codziennego sposobu odżywiania, w tym produkty  organiczne i różne zdrowe opcje. Zrobiłem większe zakupy, bo po przeprowadzce trzeba przecież  uzupełnić zapasy.

I tutaj ciekawostka, którą warto sprawdzić przed zakupami: Rimping oferuje usługi dostawy w wybranych lokalizacjach. W moim przypadku przy zakupach powyżej 1000 THB i dostawie w promieniu około  10 km obowiązywała bezpłatna dostawa. Warunki mogą się zmieniać w zależności od sklepu i lokalizacji, więc najlepiej potwierdzić je na miejscu.

Przy większych zakupach to naprawdę wygodne rozwiązanie!

Po powrocie zabrałem się za publikację kolejnego artykułu do „Odcieni Ludzkiego Życia”.

Tym razem bohaterką była Dayu Murtini z Bali.

Jej historię możecie przeczytać TUTAJ.

Później przypomniałem sobie, że przecież potrzebuję jeszcze świeżych warzyw i owoców. Wsiadłem więc na skuter i pojechałem na Mae Rim Plaza Market.

Tyle że… trochę za późno. 😂

Kiedy dotarłem na miejsce, większość interesujących mnie produktów była już niedostępna.

No cóż. Lokalny rynek ma swoje godziny i trzeba się do nich dostosować.

Wróciłem do domu i zamiast kolejnej wyprawy zabrałem się za wyszukiwanie Pilatesu Reformer,  siłowni oraz basenu.

Bo mój idealny rytm w nowym miejscu to nie tylko praca i zwiedzanie.

To również ruch, zdrowe jedzenie i codzienna rutyna, która pomaga mi utrzymać równowagę.

Kolacja i spać.

CZWARTEK — Bezpieczny kask, badania i kolejna porcja organizacji.

Od rana załatwianie spraw.

Najpierw potwierdziłem niedzielną wizytę u dentysty. Następnie ruszyłem do centrum Chiang Mai, żeby  kupić porządny kask.

Tym razem chciałem mieć coś, co rzeczywiście zapewnia ochronę, a nie tylko wygląda jak kask.

Na szczęście udało się znaleźć odpowiedni model i od razu poprawił mi się humor. 😂

Kolejny przystanek: Nhealth Chiang Mai.

Chciałem ustalić, czy laboratorium będzie w stanie wykonać wszystkie badania krwi, które mam  zaplanowane.

A trochę ich jest!

Na szczęście okazało się, że tak. Udało mi się również umówić termin na niedzielę, żeby połączyć badania z wizytą u dentysty i nie jeździć kilka razy do centrum.

Lubię mieć takie rzeczy poukładane.

Zwłaszcza kiedy podróżuję i każda kolejna zmiana miejsca oznacza, że trzeba od nowa znaleźć  odpowiednich specjalistów.

Po drodze coś zjadłem, a następnie ponownie ruszyłem na lokalny rynek.

Tym razem sukces!

Warzywa i owoce kupione. Misja wykonana. 😎

Po powrocie zabrałem się za pisanie kolejnego wpisu refleksyjnego do „Odcieni Ludzkiego Życia”.

Mam swoją zasadę: w tygodniu, w którym publikuję historię bohatera serii, nie publikuję dodatkowego  wpisu refleksyjnego. Chcę dać przestrzeń tej konkretnej osobie i jej opowieści.

Dlatego już teraz przygotowuję następny tekst, żeby zachować regularność.

Bo tworzenie treści to nie tylko pisanie wtedy, kiedy akurat mam wenę. To również systematyczność,  planowanie i praca z wyprzedzeniem.

I chyba właśnie ta konsekwencja jest jedną z najważniejszych rzeczy, których uczę się podczas rozwijania własnych projektów.

Wieczorem odpoczynek.

Kolejny dzień w Chiang Mai za mną.

PIĄTEK — Pilates Reformer, C.U.D. Experience i pytanie, które nie daje mi spokoju.

Piątek rozpocząłem od tego, na co czekałem przez ostatnie dni.

Pilates Reformer w Flexure Flow Pilates.

Pilates Reformer w Flexure Flow Pilates Chiang Mai
Pilates Reformer w Flexure Flow Pilates Chiang Mai

I powiem Wam jedno: bardzo fajne miejsce!

Czysto, profesjonalnie, dobre podejście i trening, podczas którego można się naprawdę zmęczyć.  Nie jest to tylko spokojne rozciąganie na maszynie. Instruktorzy potrafią dać czadu! 😂

Pilates Reformer to dla mnie jeden z najlepszych sposobów na zadbanie o ciało, szczególnie kiedy  dużo siedzimy przy komputerze albo spędzamy wiele godzin na skuterze.

Pracujemy nad siłą, stabilizacją, kontrolą ruchu i mobilnością. Oczywiście efekty zależą od regularności,  poziomu treningu i indywidualnych możliwości, ale ja zdecydowanie czuję różnicę, kiedy Pilates jest stałą częścią mojego tygodnia.

Dlatego polecam go każdemu, kto spędza większość dnia w pozycji siedzącej.

Ruszamy się, kochani! 😂

Nie trzeba od razu trenować jak zawodowy sportowiec. Wystarczy znaleźć aktywność, którą lubimy,  i robić ją regularnie.

Po treningu podjechałem na śniadanie, a później zabrałem się za publikację kolejnego wpisu na  LinkedIn dla C.U.D. Experience.

I tutaj wracamy do tematu, który ostatnio nie daje mi spokoju.

Płatności.

Jak właściwie rozwiązać ten temat, żeby uczestnicy mogli wygodnie rezerwować swoje miejsca na C.U.D. Experience Hoi An Origin, płacić bez problemów, a cały proces był profesjonalny i bezpieczny?

W marcu ma się odbyć pierwsze C.U.D. Experience Hoi An Origin, więc nie mogę odkładać tego  w nieskończoność.

Muszę znaleźć rozwiązanie, które będzie odpowiednie dla mojej działalności, uczestników i organizacji  całego przedsięwzięcia.

Wyznaczyłem sobie cel: chcę rozwiązać temat płatności do końca października.

I choć na co dzień staram się podchodzić do wszystkiego spokojnie, muszę przyznać, że ta sprawa trochę mnie męczy.

Bo kiedy tworzysz coś od podstaw, jest mnóstwo rzeczy, których wcześniej nie musiałeś robić.

Czasami trzeba poszukać informacji, porozmawiać z kilkoma osobami, sprawdzić różne rozwiązania,  a potem jeszcze raz przemyśleć wszystko od początku.

Ale tak właśnie wygląda budowanie własnego projektu.

Nie tylko piękne zdjęcia, inspirujące pomysły i wizja wyjątkowych doświadczeń.

Również maile, dokumenty, płatności i problemy, które trzeba rozwiązać, zanim wszystko zacznie działać.

Wieczorem lekcje angielskiego z dzieciakami.

A później odpoczynek i spać.

SOBOTA — Wiadomość od Kena, która wywołała we mnie dreszcze.

Sobota rozpoczęła się dość zwyczajnie.

Mamy imieniny, więc oczywiście rozmowa z mamą. ❤️

Później musiałem ogarnąć kolejną sprawę, o której łatwo zapomnieć podczas podróży — ubezpieczenie.  Poprzednie już jakiś czas temu mi się skończyło, więc trzeba było znaleźć odpowiednie rozwiązanie  i zadbać o formalności.

Po południu usiadłem do sprawdzania poczty.

Mam kilka skrzynek, więc czasami samo przejrzenie wszystkich wiadomości zajmuje trochę czasu.

I wtedy na jednej z nich zauważyłem wiadomość z Buy Me a Coffee.

Ktoś wpłacił pieniądze i zostawił komentarz.

Na początku nie wiedziałem, kto to jest. Sprawdziłem imię i nazwisko, ale nic mi nie mówiły.

Zacząłem czytać wiadomość.

Odcienie ludzkiego zycia - historia Dayu Murtini

I wtedy wszystko stało się jasne.

To był Ken, starszy syn Dayu Murtini — bohaterki historii opublikowanej przeze mnie w tym  tygodniu w ramach „Odcieni Ludzkiego Życia”.

Napisał mi, że jeszcze się nie poznaliśmy, ale jest pod wrażeniem tego, co napisałem o jego mamie,  i podziękował mi za to, że jestem dla niej dobrym przyjacielem.

Przeczytałem tę wiadomość i…

Nie wiem, jak to opisać.

Przeszły mnie dreszcze.

Poczułem ogromną radość.

Miałem ochotę się uśmiechać i jednocześnie chciało mi się płakać.

Tak po prostu.

Nie spodziewałem się tego.

Nie pisałem historii Dayu po to, żeby ktoś mi za nią zapłacił. Nie tworzyłem tego tekstu z myślą o  jakiejkolwiek nagrodzie.

Zrobiłem to, bo naprawdę lubię poznawać ludzi i dzielić się ich historiami.

A jednak ten gest znaczył dla mnie bardzo dużo.

Bo za każdym artykułem są godziny pracy. Rozmowy, pytania, czytanie odpowiedzi, szukanie  odpowiednich słów, poprawianie tekstu i zastanawianie się, jak opowiedzieć czyjąś historię, żeby  oddać jej charakter i nie zgubić tego, co najważniejsze.

Czasami publikujesz coś, wkładasz w to serce, a później przechodzisz do kolejnego projektu.

Nie wiesz, czy ktokolwiek naprawdę to przeczytał.

Czy ktoś się nad tym zatrzymał.

Czy coś z tego zapamiętał.

A tutaj nagle pojawia się osoba, która pokazuje Ci, że Twoja praca dotarła tam, gdzie być może nawet  się nie spodziewałeś.

Ken, dziękuję Ci z całego serca. ❤️

Za wiadomość, za wsparcie i za to, że poświęciłeś chwilę, żeby napisać mi te słowa.

To dla mnie znacznie więcej niż sama wpłata.

To sygnał, że warto robić rzeczy, w które naprawdę się wierzy.

I właśnie wtedy, siedząc sobie w Chiang Mai, poczułem, że ta cała praca ma sens.

A teraz kilka słów do młodszego pokolenia

Ta sytuacja skłoniła mnie do jeszcze jednej refleksji.

Mam czasami wrażenie, że wiele osób chciałoby mieć wszystko natychmiast.

Pieniądze.

Sukces.

Wolność.

Życie, w którym robią tylko to, co lubią, a reszta jakoś układa się sama.

Rozumiem to. Sam przecież też mam marzenia i chciałbym, żeby niektóre rzeczy działy się szybciej. Szczególnie z moim ADHD i niecierpliwością 🙂

Ale niestety, w większości przypadków tak to nie działa.

Jeżeli chcecie budować coś własnego, robić to, co kochacie, rozwijać projekt albo stworzyć sobie życie na własnych zasadach, potrzeba czasu.

Wysiłku.

Czasami wyrzeczeń.

Cierpliwości.

I przede wszystkim systematyczności.

Są dni, kiedy wszystko idzie świetnie.

Są też takie, kiedy siedzicie nad jednym problemem przez kilka godzin i macie ochotę zamknąć komputer, wyłączyć telefon i udawać, że temat nie istnieje. 😂

Ale jeśli coś jest dla Was ważne, warto szukać rozwiązań i próbować dalej.

Nie oznacza to, że każdy projekt zakończy się sukcesem finansowym. Nie ma takiej gwarancji.

Ale nawet wtedy możecie zdobyć doświadczenie, poznać ciekawych ludzi, rozwinąć umiejętności  i przede wszystkim robić coś, co ma dla Was znaczenie.

A to też jest wartość.

Ja sam jeszcze dziesięć lat temu nie przypuszczałem, że będę mieszkał w Azji, podróżował przez kolejne kraje i rozwijał projekty związane z ludźmi, doświadczeniami i opowiadaniem historii.

Czy wszystko wydarzyło się od razu?

Nie.

Czy zawsze wiedziałem, co robię?

Absolutnie nie. 😂

Nadal mam mnóstwo rzeczy do nauczenia się, a przed sobą kolejne wyzwania.

Ale krok po kroku znalazłem się w miejscu, którego kiedyś nawet nie potrafiłem sobie dokładnie  wyobrazić.

Dlatego jeśli jesteście młodzi i właśnie próbujecie zbudować coś swojego, chciałbym Wam powiedzieć  jedno:

Nie poddawajcie się tylko dlatego, że efekty nie pojawiają się od razu.

Dajcie sobie czas.

Bądźcie konsekwentni.

Uczcie się na błędach.

Nie porównujcie swojego pierwszego kroku z czyimś dziesiątym rokiem pracy.

I nie zapominajcie, dlaczego w ogóle zaczęliście.

Bo może pewnego dnia spojrzycie wstecz i okaże się, że zbudowaliście życie, o którym kiedyś tylko  marzyliście.

A jeśli po drodze uda Wam się jeszcze robić coś dobrego dla innych ludzi, tym lepiej.

Ja w sobotę chodziłem już cały rozanielony. 😂

I co najlepsze, na jakiś czas zapomniałem nawet o tym, że muszę rozwiązać problem płatności i  sprawę LLC dla C.U.D. Experience.

Widzicie? Czasami jedna dobra wiadomość potrafi zrobić więcej niż cała lista motywacyjnych cytatów.

Wieczorem położyłem się wcześniej spać.

Bo w niedzielę pobudka o 6:30 i badania krwi.

Trzymajcie kciuki!

Aesthetic Dental Clinic Chiang Mai w Tajlandii.

NIEDZIELA — Badania krwi, dentysta i niedzielny Jing Jai Market.

Pobudka o 6:30.

Prysznic, mycie ząbków i ruszam do centrum Chiang Mai.

Pierwszy punkt programu: badania krwi w Nhealth Chiang Mai.

Muszę przyznać, że obsługa była bardzo dobra. Wszystko przebiegło sprawnie, a ja mogłem wreszcie odhaczyć kolejną rzecz z mojej listy.

Teraz pozostaje czekać na wyniki, które powinny być dostępne za około tydzień.

Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było w porządku! ❤️

Jing Jai Market — miejsce, do którego warto wrócić

Pomiędzy badaniami a wizytą u dentysty miałem chwilę, żeby podjechać na Jing Jai Market  w Chiang Mai.

Jing Jai Market Chiang Mai lokalny targ i rękodzieło
Jing Jai Market Chiang Mai lokalny targ i rękodzieło.

To jedno z tych miejsc, które bardzo lubię odkrywać podczas pobytu w nowym mieście. Nie jest to  tylko targ, na którym kupuje się jedzenie. To przestrzeń łącząca lokalnych rolników, producentów  żywności, artystów, rzemieślników i małe biznesy. Oficjalny opis rynku podkreśla trzy główne obszary:  jedzenie, sztukę i design oraz rękodzieło. Link tutaj.

Co można tam znaleźć?

  • Świeże warzywa i owoce, w tym produkty organiczne i pochodzące od lokalnych rolników.
  • Jedzenie na miejscu — przekąski, gotowe dania, domowe wypieki i lokalne smaki.
  • Rękodzieło i lokalny design — przedmioty tworzone przez tajskich artystów i rzemieślników.
  • Ubrania, dodatki i rzeczy do domu, często bardziej oryginalne niż produkty w typowych centrach  handlowych.
  • Kawę, napoje i muzykę, które tworzą przyjemną atmosferę weekendowego poranka. 

Jing Jai Market jest szczególnie znany z weekendowego targu farmerskiego i strefy rękodzieła, które  według oficjalnych informacji działają w soboty i niedziele od 6:30 do 15:00. Sam kompleks ma  również inne sklepy i strefy działające w pozostałe dni. 

Moja rada: jeśli planujecie wizytę, przyjedźcie rano. Wtedy najlepiej poczujecie atmosferę rynku i  będziecie mieli większy wybór produktów.

Ja tym razem nie miałem zbyt dużo czasu na zakupy, bo czekała mnie kolejna wizyta. Ale już wiem,  że wrócę tutaj za tydzień.

I dobrze, bo takie miejsca wolę odwiedzać bez pośpiechu.

Dentysta — kolejna sprawa odhaczona

O 11:00 miałem wizytę w Aesthetic Dental Clinic Chiang Mai.

Samo miejsce zrobiło na mnie dobre wrażenie. Profesjonalna obsługa, nowoczesne podejście i poczucie,  że jestem w dobrych rękach.

Klinika prezentuje na swojej stronie usługi z zakresu stomatologii estetycznej i ogólnej, w tym  diagnostykę z wykorzystaniem skanerów, projektowanie uśmiechu, wybielanie, licówki, leczenie  ortodontyczne oraz implanty cyfrowo planowane. 

No i co się okazało?

Jakiś ubytek postanowił się pojawić. 😂

Także przede mną kolejna wizyta i dalsze ogarnianie ząbków.

Ale wolę sprawdzić takie rzeczy na bieżąco, zamiast czekać, aż mały problem zamieni się w większy.

Po wizycie ruszyłem jeszcze do Camp Studio w Chiang Mai, żeby kupić trochę technicznych ciuchów.

Niestety, rozmiarów dla mnie brakowało.

No trudno. Nie można mieć wszystkiego. 😂

Później lunch i wizyta w MAYA Lifestyle Shopping Center, gdzie chciałem kupić okulary pływackie  na basen.

Na szczęście tutaj misja zakończyła się sukcesem!

Po powrocie do Mae Rim obiad i ostatni punkt niedzielnego programu: publikacja wpisu  Tydzień 36 podróży.

Jeśli jeszcze nie czytaliście, możecie nadrobić tutaj.Wieczorem włączyłem koreański serial, który  aktualnie oglądam — „Doctor X: Mafia in White.

To koreański dramat medyczny z elementami noir, w którym genialna chirurg  Gye Su -jeong trafia do szpitala pełnego korupcji, układów i walki o władzę. Zamiast podporządkować się  nieuczciwym zasadom, bohaterka udowadnia swoją wartość umiejętnościami i podejmuje się trudnych  przypadków medycznych. 

No i co ja poradzę?

Uwielbiam koreańskie seriale! 😂

Po całym dniu biegania między laboratorium, rynkiem, dentystą i sklepami taki wieczór był idealny.

Jeszcze białko, magnez bisglicynian przed snem i do łóżka.

Bo następnego dnia rano czekał już Pilates Reformer.

Rutyna wróciła na swoje miejsce.

PODSUMOWANIE TYGODNIA 37

Nie zawsze od razu widzimy, do kogo dociera nasza praca.

Ten tydzień był dla mnie początkiem kolejnego etapu.

Pożegnałem Lombok, poleciałem przez Bali i Singapur do Chiang Mai, zorganizowałem sobie nowe  miejsce do życia i zacząłem od nowa układać codzienną rutynę.

Były zakupy, skuter, Pilates, badania, dentysta i mnóstwo drobnych spraw, które trzeba załatwić  po przyjeździe.

W tle cały czas pracuję nad MyDriverBali.com, C.U.D. Experience i „Odcieniami Ludzkiego Życia”.

I właśnie ta ostatnia seria przyniosła mi w tym tygodniu coś wyjątkowego.

Wiadomość od Kena.

Nie spodziewałem się jej. Nie oczekiwałem żadnego podziękowania ani wsparcia finansowego. Po prostu opowiedziałem historię jego mamy, bo uznałem, że warto ją poznać.

A jednak ta wiadomość pokazała mi, że czasami nasza praca dociera znacznie dalej, niż jesteśmy w stanie zobaczyć.

I że warto robić rzeczy z sercem, nawet jeśli przez długi czas nie wiemy, jaki będzie ich efekt.

Nie wszystko musi od razu przynosić pieniądze.

Nie każdy projekt od razu odniesie sukces.

Nie każdy tekst wywoła reakcję.

Ale jeśli robimy coś, w co wierzymy, uczymy się, rozwijamy i konsekwentnie idziemy do przodu,  możemy zbudować coś naprawdę wartościowego.

A jeśli przy okazji uda się poruszyć drugiego człowieka, zainspirować go albo sprawić, że poczuje się  zauważony — to już bardzo dużo.

Dziękuję, Ken. Dziękuję Dayu. I dziękuję wszystkim, którzy czytają moje historie i towarzyszą  mi w tej  drodze. ❤️

A teraz czas wrócić do codzienności w Chiang Mai.

Bo w kolejce czekają kolejne sprawy, kolejne teksty, kolejne pomysły i oczywiście… rozwiązanie  płatności dla C.U.D. Experience.

Nie wszystko musi wydarzyć się dzisiaj.

Ale każdego dnia mogę zrobić kolejny krok.

I właśnie tego się trzymam.

Share this Article
Facebook Twitter Email Print
1 Comment 1 Comment
  • Pingback: TYDZIEŃ 38 PODRÓŻY  - Travel𝝅Freak

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Follow Us

FACEBOOK
INSTAGRAM

Newsletter

Sprawdź swój email lub spam😉

© 2024 TravelPixieFreak, All Rights Reserved. Designed and developed by Axiri.pl and Stromk.pl

Bądź na bierząco!

Zapisz się do mojego newslettera i nigdy nie przegapisz moich najświeższych wpisów

Sprawdź swoją skrzynkę odbiorczą lub folder ze spamem, aby potwierdzić subskrypcję.

Zero spamu. Zrezygnuj z subskrypcji w dowolnym momencie.
Welcome Back!

Sign in to your account

Lost your password?