📍 Siem Reap / Hoi An
🗓 20 lutego – 5 marca
TYDZIEŃ 4/5 – Dwa ostatnie tygodnie były zupełnie inne.
Oto krótki przegląd wydarzeń z tygodnia 4/5 oraz podsumowanie tego, co działo się w tym czasie.
Mniej zwiedzania.
Więcej życia „od środka”.
Yoga.
Pisanie.
Planowanie kolejnych podróży, praca operacyjna, co dalej.
I powoli… zamykanie rozdziału w Kambodży.
Wszystko to działo się w kontekście tygodnia 4/5, co sprawiło, że był on wyjątkowy.
Poranki, Yoga i Blog
Dni zaczynały się podobnie.
Śniadanie.
Chwila ciszy.
Potem yoga.
Pisanie artykułów na bloga i Instagram.
Trochę pracy operacyjnej.
Trochę planowania.
A między tym wszystkim pytania:
co dalej? czy zmierzam w dobrym kierunku?
Bo kolejny przystanek był już ustalony.
Hoi An w Wietnamie.
Lot do Wietnamu
Podróż minęła spokojnie.
Po wylądowaniu w
Da Nang
czekał już na mnie kierowca.
I tu zaczęła się klasyczna azjatycka logistyka.
Najpierw wymiana dolarów na wietnamskie dongi.
Potem organizacja skutera.
I powiem szczerze…
trochę to trwało.
Ale finalnie się udało.

Honda Scoopy.
Mała. Zwinna.
Idealna na azjatyckie uliczki.
Wszystko dzięki kierowcy, który naprawdę ogarnął temat.
Pierwsze dni w Hoi An
Pierwsze dni to była klasyczna aklimatyzacja.
Organizacja życia.
Sprawdzenie:
co
gdzie
i jak działa.
Nowe miejsce.
Nowy rytm.
Powoli zaczynałem się odnajdywać w
Hoi An.
Jules – 75 lat i dalej w drodze
Podczas jednego ze śniadań poznałem Jules-a.
Facet ma 75 lat.
Biznesmen ze Stanów.
Kiedyś prowadził firmę budowlaną.
Teraz podróżuje.
I podczas śniadań po prostu… rozmawialiśmy.
O życiu.
O podróżach.
O tym, co jest naprawdę ważne.
Jules w międzyczasie pojechał na tydzień na północ Wietnamu.
Do regionu
Sa Pa.
Powiedział, że wróci.
A ja pomyślałem…
że to idealna osoba do mojej serii:
Szare Odcienie Życia.
Zobaczymy, czy się zgodzi. Kto pyta nie błądzi, hehe.
Stare miasto Hoi An
Pierwszy spacer po
Hoi An Ancient Town
spowodował, ze wróciły wspomnienia z tego bajkowego miejsca. Byłem już tu wcześniej dwukrotnie.
Wieczorem to miejsce naprawdę żyje.
Lampiony.
Światła.
Uliczki pełne ludzi.

Turystów jest dużo.
Bardzo dużo.
Ale mimo wszystko jest w tym miejscu coś magicznego.
Zachód słońca na plaży
Któregoś dnia pojechałem na plażę.
An Bang Beach.
Chciałem zobaczyć zachód słońca.
I to był naprawdę dobry pomysł.

Cisza.
Fale.
Ludzie spacerujący brzegiem.
Taka chwila zatrzymania.
Lokalna siłownia
Zapisałem się też na siłownię.
Lokalną.
Prostą.
Bez luksusów.
Ale jest orbitrek.
A to dla mnie ważne.
Ze względów zdrowotnych mam chwilowo ograniczone pole manewru.
Ale mam nadzieję, że z czasem wrócę do pełnych treningów.
Powoli.
Krok po kroku.
Pilates i Yin Yoga
Do tego zapisałem się na:
Pilates na reformerach
i Yin Yogę.
Ta druga robi ze mną dokładnie to samo, co zawsze.
Ciało puszcza.
Głowa zwalnia.
A przy ADHD…
to naprawdę działa.
Plany na najbliższe tygodnie
Planów jest sporo.
Między innymi:
wycieczka na
Son Tra Peninsula
skuterowa trasa przez
Hai Van Pass
Degustacja wietnamskich herbat. – Tutaj byłem.

I oczywiście…
cooking class.
Bo jedzenie w Wietnamie to osobna historia.
C.U.D. – poszukiwania willi
No i jeszcze jedna rzecz.
Szukam miejsca pod pierwszy retreat C.U.D..
Pierwsze podejście?
Nie było idealne.
Powiedzmy, że… jeszcze szukam.
Ale to część procesu. Także nie poddaje się 🙂
Jedno jest pewne
Każde nowe miejsce zaczyna się podobnie.
Trochę chaosu.
Trochę organizacji.
Trochę zgadywania.
Ale potem nagle…
zaczyna się życie.
I właśnie to dzieje się teraz w
Hoi An.
