Tydzień 29 podróży – Bali • Pomelo Travel Outpost – 17-23 sierpień
„Kiedy przestajesz oczekiwać, życie czasami robi Ci niespodziankę”
- tydzień mojej podróży po Bali był zdecydowanie spokojniejszy.
Nie było wielkich wypraw.
Nie było zmieniania hotelu co dwa dni.
Nie było spektakularnych atrakcji.
Była za to codzienność.
Pilates.
Siłownia.
Praca.
Ocean.
Planowanie Lomboku.
Trochę kina.
Trochę odpoczynku.
I dużo myślenia.
O życiu.
O przyszłości.
O tym, dokąd właściwie zmierzam.
I właśnie w takim spokojnym tygodniu wydarzyło się coś, co bardzo lubię w podróży.
Los zrobił coś za mnie.
Bez planowania.
Bez oczekiwania.
Bez kontrolowania.
Po prostu się wydarzyło.
Ale po kolei…

PONIEDZIAŁEK — PILATES, C.U.D. I OCEAN
Poniedziałek zacząłem spokojnie.
Śniadanko, a później po południu pojechałem do mojego Utuh Pilates Reformer Club, który obchodził rocznicę otwarcia.
Oczywiście nie mogło być inaczej.
Był trening.
Były wygłupy.
Było dużo śmiechu.
Czyli dokładnie tak, jak lubię. 🙂
Trening zrobiony, więc można było przejść do kolejnej części dnia.
Wróciłem do pracy nad kolejnym tygodniem podróży.
Później zabrałem się za dalsze dopracowywanie oferty C.U.D. Experience Hoi An.
Im więcej nad tym pracuję, tym bardziej widzę, jak wiele szczegółów trzeba poukładać.
I jednocześnie coraz bardziej mnie to napędza.
To już nie jest tylko pomysł.
To zaczyna być coś realnego.
Wieczorem pojechałem nad ocean.
Spacer.
Oddech.
I oczywiście…
ciąg dalszy rozmyślania.
Mam wrażenie, że ocean na Bali jest czasami moim drugim biurem.
Tylko zdecydowanie lepszym. 🙂
Po spacerze kolacja.
Joga.
I spać.
WTOREK — LOMBOK ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE
Rano stretching.
Śniadanie.
Siłownia.
Posiłek.
I do pracy.
Najpierw MyDriverBali.com.
Później kolejne godziny nad C.U.D. Experience.
Ale tego dnia zacząłem też układać w głowie moją wrześniową wyprawę na Lombok.
I zapowiada się naprawdę ciekawie.
Tym razem nie chcę po prostu pojechać w jedno miejsce.
Chcę objechać wyspę.
Oczywiście…
na skuterze. 🙂
Mój wstępny plan wygląda tak:
GILI ASAHAN
Mała, spokojna wyspa po południowo-zachodniej stronie Lomboku.
Plaże, turkusowa woda, snorkeling, rafy i przede wszystkim dużo ciszy.
Idealne miejsce na rozpoczęcie wyprawy i złapanie oddechu.
KUTA LOMBOK
Tutaj planuję zostać najdłużej — około dwóch tygodni.
Kuta będzie moją bazą.
Pilates Reformer.
Siłownia.
Praca.
Plażowanie.
A pomiędzy tym wszystkim oczywiście eksplorowanie okolicy skuterem.
Wokół Kuty są piękne plaże, zatoki, wzgórza i coraz więcej ciekawych miejsc.
TETEBATU
Kompletnie inna atmosfera.
Zielone pola ryżowe, wodospady, lokalne wioski i widoki na zbocza Rinjani.
Miejsce bardziej spokojne i bardzo bliskie natury.
Chcę zobaczyć Lombok również właśnie z tej strony.
SEMBALUN VILLAGE
Położone wysoko w górach u podnóża Rinjani.
Chłodniejsze powietrze, ogromne krajobrazy, pola uprawne i góry dookoła.
To będzie zupełnie inny Lombok niż plaże w Kucie.
SENARU
Kolejna górska część wyspy.
Dżungla, wodospady i tradycyjne wioski.
Senaru jest również jednym z głównych punktów wypadowych na Mount Rinjani.
Ja tym razem nie planuję zdobywania Rinjani.
Chcę po prostu poczuć klimat tego miejsca.
I ZNOWU KUTA
Po objechaniu wyspy wracam do Kuty.
Ostatnia noc.
Pakowanie.
I lotnisko.
Czyli:
Gili Asahan → Kuta → Tetebatu → Sembalun → Senaru → Kuta → lotnisko.
Brzmi dobrze?
Bo ja już nie mogę się doczekać. 🙂
Po planowaniu Lomboku wróciłem do kolejnego projektu.
Dziennika podróży dla uczestników C.U.D. Experience.
I tutaj nadal mam problem.
Wiem, co chcę osiągnąć.
Chcę, żeby uczestnik nie tylko przyjechał, zrobił zdjęcia i wrócił do domu.
Chcę, żeby miał coś, co zostanie z nim później.
Miejsce na refleksje.
Notatki.
Ludzi, których spotkał.
Rzeczy, których się nauczył.
Momenty, które go zaskoczyły.
Pytania.
Wspomnienia.
Tylko jeszcze nie wiem, jak powinna wyglądać finalna wersja.
Ale spokojnie.
Dojdziemy do tego.


ŚRODA — BURZA, OCEAN I MAŁY CUD
Rano stretching.
Śniadanie.
I spacer nad oceanem.
Pogoda była burzowa.
I właśnie dlatego było…
przepięknie.
Nie wiem, co jest w burzowej pogodzie nad oceanem, ale działa na mnie niesamowicie.
Mniej ludzi.
Mniej hałasu.
Wiatr.
Chmury.
Morze.
I ten niezwykły spokój.
Szedłem i układałem sobie wszystko w głowie.
C.U.D.
Podróże.
Przyszłość.
To, co chcę zrobić.
To, czego jeszcze nie wiem.
I po prostu…
wracałem do siebie.
Tego dnia kupiłem również bilet do Chiang Mai.
W październiku lecę tam na miesiąc.
Pracować.
Poznać miejsce.
Doświadczyć.
I przede wszystkim…
zobaczyć coś nowego.
Bo jeszcze nigdy tam nie byłem.
I właśnie dlatego jestem ciekawy.
Nie chcę zawsze wracać tylko tam, gdzie już wiem, czego się spodziewać.
Czasami trzeba po prostu pojechać gdzieś pierwszy raz.
I zobaczyć, co się wydarzy.
Później pojechałem do Barbera.
Trzeba było zrobić się na „ciasteczko”. 🙂
Ale prawda jest taka, że uwielbiam chodzić do fryzjera/barbera.
Dla mnie to jeden z najbardziej relaksujących momentów.
Naprawdę.
Porównałbym to spokojnie do wizyty w salonie masażu.
Siedzisz.
Ktoś się Tobą zajmuje.
Nie musisz nic robić.
Możesz po prostu odpocząć.
Tym razem było jeszcze lepiej.
Zasnąłem. 😂
Czyli chyba oficjalnie mogę powiedzieć, że barber przeszedł test relaksacyjny.
W drodze powrotnej wydarzyło się coś, co bardzo lubię.
Od dłuższego czasu moja ulubiona knajpa była zamknięta.
Przenosili ją w inne miejsce.
I szczerze?
Straciłem już nadzieję, że otworzą ją szybko.
Wracając, zobaczyłem, że robotnicy nadal pracują.
Normalnie pewnie pojechałbym dalej.
Ale coś mi powiedziało:
„Zajrzyj.”
Więc się zatrzymałem.
Wszedłem.
I wtedy właściciel mówi do mnie:
„Już prawie wszystko skończone. Możesz zamawiać.”
😂❤️
Nie wiem, jak to opisać.
Ogarnęła mnie niesamowita radość.
Takie małe rzeczy czasami potrafią człowieka naprawdę uszczęśliwić.
I znowu pomyślałem o czymś, czego uczę się podczas tej podróży.
Kiedy próbujemy wszystko kontrolować, planować i przewidywać…
czasami zapominamy, że życie samo potrafi coś dla nas przygotować.
Nie oczekiwałem.
Nie naciskałem.
Nie sprawdzałem codziennie.
Po prostu zostawiłem to.
I samo się wydarzyło.
Czy to Wszechświat?
Los?
Przypadek?
Nie wiem.
Ale wiem jedno:
czasami warto odpuścić rzeczy, na które nie mamy wpływu.
Nie oczekiwać.
Nie walczyć.
Nie kontrolować.
Po prostu zostawić przestrzeń.
A życie czasami zrobi swoje.
CZWARTEK — DZIEŃ NA LUZIE
Czwartek był zdecydowanie spokojniejszy.
Rano przygotowałem materiały video do kolejnych rolek.
Trochę pracy.
Ale bez ciśnienia.
To był jeden z tych dni, kiedy pozwoliłem sobie zwolnić.
Zrobiłem nawet drzemkę w ciągu dnia.
I naprawdę…
polecam. 🙂
Czasami dwadzieścia czy trzydzieści minut odcięcia potrafi zrobić więcej niż kolejna kawa.
Później posiłek.
Spacer nad oceanem.
I wieczorem kino.
Tym razem „Mutiny” z Jasonem Stathamem.
Film opowiada historię Cole’a Reeda, byłego żołnierza sił specjalnych i ochroniarza, którego pracodawca — miliarder — zostaje zamordowany. Cole zostaje wrobiony w zabójstwo i musi uciekać, a próbując odkryć prawdę, trafia na pokład statku towarowego, gdzie odkrywa znacznie większy międzynarodowy spisek.
Czyli…
Jason Statham.
Biją się.
Ktoś ucieka.
Ktoś kogoś goni.
Jest spisek.
I oczywiście Jason Statham znowu robi Jasona Stathama. 😂
Ale wiecie co?
Nawet niezły.
Nie zawsze potrzebuję czegoś z przesłaniem.
Czasami potrzebuję po prostu Stathama. 😂
Kolacja.
I spać.
PIĄTEK — CZASAMI TRZEBA SIĘ „DOJECHAĆ”
Piątek rozpocząłem od siłowni.
I tym razem nie było lekko.
Ciężki trening.
Taki, po którym człowiek wychodzi i myśli:
„Po co ja to sobie zrobiłem?” 😂
Ale czasami lubię się porządnie zmęczyć.
Nie tylko dla ciała.
Także dla głowy.
Potem pojechałem coś zjeść.
Zakupy.
A później jeszcze trochę pracy nad kolejnym wpisem refleksyjnym do Odcieni Ludzkiego Życia.
Czyli klasyczny piątek.
Trochę ciało.
Trochę głowa.
Trochę praca.
SOBOTA — UCZĘ SIĘ SIEBIE
W sobotę postanowiłem zrobić sobie dzień wolny.
I dobrze, że to zrobiłem.
Ostatnio było sporo bodźców.
Praca.
C.U.D.
Podróże.
Planowanie.
Ludzie.
Pomysły.
I moje ADHD zaczęło już delikatnie przypominać:
„Halo, może trochę za dużo?”
Na szczęście coraz częściej potrafię to zauważyć.
I coraz częściej wiem, kiedy trzeba odpuścić.
To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, których uczę się podczas tej podróży.
Uczę się siebie.
Nie zawsze muszę coś robić.
Nie zawsze muszę być produktywny.
Nie zawsze muszę wykorzystać każdą minutę.
Czasami najlepszą rzeczą, jaką można zrobić…
jest nic nie robić.
Tego dnia napisałem też do dzieciaków.
Zapytałem, czy chcieliby, żebym od 20 września znowu ich uczył online angielskiego. Lecz tym razem tylko sześć osób.
Teraz pozostaje mi tylko czekać na odpowiedź.
Mam nadzieję, że będą chętni.
Bo takie rzeczy dają mi naprawdę dużo radości.
A kiedy odpoczywałem, oczywiście zacząłem analizować.
Czy wszystko dobrze poukładałem?
Czy C.U.D. Experience jest wystarczająco dopracowany?
Czy o czymś nie zapomniałem?
Czy wszystko ma sens?
Bo chcę, żeby to było naprawdę dobre.
Perfekcyjne?
No…
może nie aż tak perfekcyjne jak „Perfekcyjna Pani Domu”. 😂
Ale wiecie, co mam na myśli.
Chcę, żeby każdy element miał znaczenie.
Żeby uczestnik poczuł, że ktoś naprawdę pomyślał o jego doświadczeniu.
I dlatego czasami muszę się zatrzymać i sprawdzić wszystko jeszcze raz.
NIEDZIELA — JUTRO COŚ NOWEGO
Niedziela była spokojna.
Spacer nad oceanem.
Trochę oddechu.
Trochę przygotowań.
Bo następnego dnia czeka mnie coś zupełnie innego.
Wyjazd do high priest na Bali – mówią na niego Pedanda.
I właśnie dlatego kończę ten tydzień trochę inaczej niż zwykle.

NGEWACAKAN READING — CO MNIE CZEKA?
Od dawna interesują mnie różne sposoby patrzenia na człowieka.
Nie dlatego, że chcę bezkrytycznie wierzyć we wszystko.
Wręcz przeciwnie.
Lubię doświadczać.
Sprawdzać.
Obserwować.
I samemu wyciągać wnioski.
Dlatego zdecydowałem się na Ngewacakan / balijskie reading związane z tradycją Wariga u balijskiego kapłana.
Warto tutaj uporządkować nazewnictwo, bo w internecie można spotkać różne określenia.
Wariga to tradycja związana z balijskim systemem wiedzy o czasie, kalendarzu, dniach i ich znaczeniu. Współcześnie turyści mogą spotkać się również z tzw. Lontar reading — interpretacją dotyczącą charakteru i życiowej drogi na podstawie daty urodzenia oraz tradycji zapisanej w świętych rękopisach lontar.
Lontar to tradycyjne balijskie rękopisy zapisywane na liściach palmy lontar. Zawierają między innymi wiedzę religijną, filozoficzną, medyczną i dotyczącą kalendarza oraz rytuałów.
W przypadku readingu prowadzonego przez balijskiego high priesta chodzi więc nie tyle o „wróżenie z kryształowej kuli”, ile o tradycyjną interpretację człowieka poprzez balijski system wiedzy, datę urodzenia i związane z nią cykle oraz charakter.
W niektórych współczesnych czytaniach kapłan interpretuje m.in. mocne i słabe strony charakteru, tendencje, sposób funkcjonowania człowieka oraz pewne aspekty jego życiowej drogi.
I właśnie dlatego jestem ciekawy.
Bo mam zamiar podejść do tego dokładnie tak, jak podchodzę do podróży.
Nie zamykać się.
Nie mówić od razu:
„To bzdura.”
Ale też nie mówić:
„To na pewno prawda.”
Najpierw doświadczyć.
Posłuchać.
Pomyśleć.
A później samemu ocenić.
Czy coś w tym było?
Czy kapłan powiedział rzeczy, których nie mógł wiedzieć?
Czy coś naprawdę do mnie przemówiło?
Czy może…
„gra nie była warta świeczki” i była to po prostu ściema? 😂
Zobaczymy.
Jutro dam Wam znać.
4:30 RANO…
I właśnie dlatego niedzielę zakończyłem wcześniej.
Budzik ustawiony na 4:30.
Czeka mnie prawie 3-godzinna podróż skuterem w jedną stronę.
A mój genialny plan?
Pojechać.
Doświadczyć.
I…
wrócić tego samego dnia. 😂
Czyli poniedziałek będzie na pełnych obrotach.
Ale chyba właśnie takie momenty najbardziej lubię.
Bo nigdy nie wiem, co wydarzy się po drodze.
PODSUMOWANIE TYGODNIA 29
Ten tydzień nie miał wielkich fajerwerków.
I chyba właśnie dlatego był potrzebny.
Zamiast kolejnych atrakcji miałem:
ruch.
pracę.
ocean.
ciszę.
planowanie.
odpoczynek.
i coraz lepsze poznawanie samego siebie.
Nauczyłem się też kolejnej rzeczy:
Nie wszystko trzeba kontrolować.
Nie wszystko trzeba zaplanować.
Nie wszystko musi wydarzyć się wtedy, kiedy chcemy.
Czasami wystarczy odpuścić.
I zostawić trochę miejsca na przypadek.
Bo być może właśnie tam…
czeka coś, czego kompletnie się nie spodziewaliśmy.
A teraz?
Jutro 4:30.
Skuter.
Prawie trzy godziny drogi.
High Priest.
Ngewacakan reading.
I odpowiedź na pytanie:
Czy Bali właśnie powie mi coś o mnie, czego jeszcze o sobie nie wiem?
Zobaczymy.
Different Backgrounds. One Heart. ❤️
PS. I tak, wiem. Normalny człowiek pojechałby tam, przespał się w okolicy i wrócił następnego dnia. Ja oczywiście postanowiłem zrobić prawie sześć godzin na skuterze jednego dnia. 😂 Ale przecież… po co robić coś normalnie? 😉
