Tydzień 19: Małe kroki, wielkie pomysły i ryby, które prawie mnie pokonały 😂
📍 Bali
🗓 8–14 czerwca
Są tygodnie, podczas których dzieje się bardzo dużo.
I są takie, podczas których kilka pozornie zwyczajnych wydarzeń potrafi uruchomić lawinę pomysłów.
Tydzień 19 był właśnie taki.
Były dzieciaki z sierocińca.
Były rozmowy o przyszłości.
Były pierwsze konkretne kroki związane z C.U.D. Retreat Bali.
Były chwile zwątpienia.
Były momenty wdzięczności.
Było łowienie ryb o wschodzie słońca.
I była morska choroba, która skutecznie przypomniała mi, że natura zawsze rozdaje karty 😂
Najbardziej jednak cieszy mnie to, że kolejne elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce.
Powoli.
Bez pośpiechu.
Ale dokładnie tam, gdzie powinny.
Poniedziałek — dzieciaki, prezenty i pomysł, który może zmienić czyjąś przyszłość
Poniedziałek rozpoczął się jak zwykle.
Szybka pobudka.
Pilates.
Śniadanie.
I przygotowania do lekcji angielskiego w sierocińcu.
Tym razem tematem były części ciała.
A żeby było ciekawiej, dzieciaki miały narysować własnego potwora.
Nie będę ukrywał.
Powstały prawdziwe dzieła sztuki 😂
Było mnóstwo śmiechu, zabawy i pozytywnej energii.
Dokładnie o to chodzi.
Nauka przez radość.
Do sierocińca przyjechała również Eva.
Tak jak obiecała, przywiozła dla dzieci prezenty.
Ich reakcje były bezcenne.
Radość, wdzięczność i szerokie uśmiechy.
Później usiedliśmy z Evą i zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak można pomóc dzieciakom jeszcze bardziej.
Padło wiele pomysłów.
Wyjazdy na basen.
Wesołe miasteczka.
Dodatkowe aktywności.
Ale jeden pomysł szczególnie zapadł mi w pamięć.
Możliwość finansowania kursów zawodowych dla starszych dzieci.
Tak, aby po ukończeniu 18 roku życia nie zostały same bez perspektyw.
To był moment, który naprawdę dał mi do myślenia.
Zrobiliśmy burzę mózgów.
Teraz pozostaje znaleźć najlepszy sposób, żeby wprowadzić ten pomysł w życie.
Trzymajcie kciuki.
Po powrocie do domu długo jeszcze nad tym wszystkim rozmyślałem.
Wieczorem dołączyłem do Donny’ego i Srix na spacer.
Jak zwykle było dużo śmiechu.
I muszę przyznać, że trochę uspokoiłem głowę.


Wtorek — tysiące myśli i najlepsze lekarstwo
Od samego rana pojechaliśmy na lokalny targ.
Chciałem kupić świeże owoce, warzywa, tofu i ryby.
Jak zwykle wszystko wyglądało fantastycznie.
Srix pomogła mi zrobić zakupy.
Po powrocie śniadanie.
I nagle…
dopadł mnie dziwny spadek nastroju.
Bez konkretnego powodu.
Tysiące myśli.
Każda na inny temat.
Totalny chaos. Standardowo ADHD daje znać o sobie 🙁
Usiadłem na chwilę.
I stwierdziłem, że znam już to uczucie.
Najlepiej działa ruch.
Pojechałem na siłownię.
I dokładnie tak było.
Po treningu głowa wróciła na właściwe tory.
Reszta dnia minęła spokojnie.
Przypomniałem sobie również, że następnego dnia mam spotkanie dotyczące potencjalnej lokalizacji pod C.U.D. Retreat Bali.
Sprawdziłem trasę.
Przygotowałem listę pytań.
Wieczorem poczytałem książkę.
Krótka Yin Yoga.
I spać.
Środa — pierwsze spotkanie w sprawie C.U.D. Retreat Bali
Obudziłem się wypoczęty.
I szczerze?
Trochę podekscytowany.
Po śniadaniu wskoczyłem na skuter i ruszyłem obejrzeć miejsce, które może stać się domem pierwszego C.U.D. Retreat Bali.
Lokalizacja znajdowała się około trzydziestu minut od mojego domu.
Na miejscu czekała już managerka.
Pierwsze wrażenie?
Naprawdę bardzo pozytywne.
Nowy obiekt.
Osiem prywatnych willi.
Basen.
Piękny ogród idealny na poranną yogę.
I restauracja z widokiem, przy którym można prowadzić długie rozmowy godzinami.
Zadałem mnóstwo pytań.
Ku mojemu zaskoczeniu większość moich pomysłów spotkała się z bardzo pozytywną reakcją.
Ustaliliśmy najważniejsze kwestie.
Teraz pozostaje czekać na wycenę.
Nie ukrywam.
Coraz bardziej nie mogę doczekać się pierwszej edycji.
Po powrocie obiad.
Publikacja pytań do „Odcieni Ludzkiego Życia”.
Wieczorny spacer nad oceanem.
Kolacja.
Yoga.
I próba wcześniejszego pójścia spać.
Następnego dnia czekała nas wyprawa na ryby.


Czwartek — wielka wyprawa na ryby i mała porażka żołądka 😂
Pobudka o czwartej rano.
A właściwie prawie bez snu.
Nie wiem dlaczego, ale tej nocy spałem tylko około trzech godzin.
O 4:30 ruszyliśmy.
Ja.
Tim.
Donny.
I jego kumpel.
Po drodze zatrzymaliśmy się w przydrożnym warungu.
Kupiliśmy jedzenie.
Napoje.
I pojechaliśmy do portu.
Wschód słońca był absolutnie przepiękny.
Atmosfera?
Rewelacyjna.
Po wypłynięciu wydarzyło się coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem.
Żółwie uprawiające seks na otwartym oceanie 😂
Natura naprawdę potrafi zaskoczyć.
Po dotarciu na miejsce rozpoczęły się połowy.
Donny złapał pierwszą rybę i prawie wyskoczył z łódki z radości.
Ja złowiłem jedną.
I…
po około trzydziestu minutach przegrałem walkę z chorobą morską.
Większość połowów przespałem pod ławką.
Donny śmiał się ze mnie bez litości.
Do czasu.
Bo pod koniec sam zaczął wymiotować 😂
Kapitan wyjaśnił nam później, że brak snu często powoduje takie reakcje.
Wróciliśmy z ponad dwudziestoma rybami.
Zmęczeni.
Ale szczęśliwi.
Najgorsze były korki w drodze powrotnej.
35 kilometrów pokonywaliśmy ponad dwie godziny.
Ale ostatecznie dotarliśmy.
Prysznic.
Kolacja.
I około 21:00 spałem już jak dziecko.


Piątek — spokojniej niż zwykle
Po długim śnie wstałem wypoczęty.
Jak co tydzień.
Pilates o ósmej rano.
Wymagające zajęcia.
Ale efekty zdecydowanie są warte wysiłku.
Reszta dnia była bardziej refleksyjna.
Uporządkowałem materiały video.
Popisałem trochę.
Wieczorem przypomniałem sobie również o zaległej lekcji angielskiego online.
Spotkanie było bardzo udane.
Później yoga.
I spokojny sen.
Sobota — wspomnienia przy grillu
Większość dnia spędziłem pracując nad kolejnym artykułem do serii „Odcienie Ludzkiego Życia”.
Tym razem będzie to historia Pattica San (na dzień pisania tego posta historia już jest gotowa TUTAJ), którego poznałem w Kambodży.
Po południu siłownia.
Nowa restauracja.
I powrót do domu.
Wieczorem czekała mnie niespodzianka.
Donny i Srix przygotowali grilla z ryb złowionych podczas naszej wyprawy.
Do tego lokalne potrawy.
Muzyka.
Historie.
Żarty.
I mnóstwo śmiechu.
Po raz kolejny przypomniałem sobie coś bardzo ważnego.
Najpiękniejsze wspomnienia rzadko mają cokolwiek wspólnego z rzeczami materialnymi.
Najczęściej tworzą je ludzie.
Rozmowy.
I wspólnie spędzony czas.


Niedziela — planowanie kolejnego kroku
Niedziela upłynęła spokojnie.
Bez pośpiechu.
Poranna yoga.
Śniadanie.
Publikacja kolejnego dziennika podróży.
Dużo czasu poświęciłem również na myślenie o C.U.D., dzieciach z sierocińca i nadchodzącym wyjeździe.
Już 21 czerwca ruszam dalej. Oczywiście skonsultowałem wszystko z Dennym z MyDriverBali 🙂
Najpierw Lempuyang.
Później Amed.
Wyjazd ma charakter głównie operacyjny.
Poszukiwanie miejsc pod przyszłe projekty.
Ale nie ukrywam.
Na odrobinę odpoczynku również liczę 😂
Tydzień zakończył się spokojnie.
Z głową pełną pomysłów.
I poczuciem, że wszystko powoli zmierza we właściwym kierunku.
ZAKOŃCZENIE
Tydzień 19 przypomniał mi, że wielkie projekty często rodzą się podczas zwykłych rozmów.
Przy stole.
Podczas spaceru.
W sierocińcu.
Na łódce rybackiej.
To właśnie wtedy pojawiają się pomysły, które mogą realnie wpłynąć na czyjeś życie.
Nie wiem jeszcze, jak będzie wyglądała przyszłość C.U.D.
Nie wiem, które pomysły uda się zrealizować.
Ale wiem jedno.
Warto próbować.
Bo czasami jedna rozmowa może zmienić czyjąś historię ❤️
