Tydzień 8 podróży- Hoi An | lokalne życie, market challenge i slow travel w Wietnamie
📍 Hoi An
🗓 21 marca – 28marca
Ten tydzień był… spokojniejszy.
Ale tylko z pozoru.
Bo kiedy zwalniasz,
to zaczynasz więcej widzieć.
Ludzi.
Sytuacje.
I siebie.
Poranek inny niż wszystkie – rowery, ryż i lokalne smaki
To był jeden z tych dni, które zapamiętam na długo.
Mimi — właścicielka villi, w której mieszkałem przez miesiąc — zorganizowała dla nas coś więcej niż wycieczkę. To było doświadczenie.
Rano ruszyliśmy na rowerach wzdłuż pól ryżowych wokół Hoi An.
Cisza. Zieleń. Spokój.

Potem śniadanie z lokalnymi mieszkańcami.
Prosto. Bez udziwnień.
I kawa… a właściwie nie dla mnie 🙂
Ja — świeży kokos. Zawsze.
Market challenge – śmiech, emocje i lekcja pokory
A potem… zaczęła się zabawa 😄
Mimi przygotowała dla nas zadanie.
Każdy dostał karteczkę z jednym zdaniem po wietnamsku.
Naszym celem było kupić konkretny owoc na lokalnym targu.
Zasady?
– tylko 3 próby wypowiedzenia zdania
– zero gestykulacji
– zero pomocy
– i limit ceny
Jeśli kupisz taniej — różnica trafia do Twojej kieszeni.
Brzmi prosto?
Nie było 😄

Było śmiesznie. Było chaotycznie.
I było bardzo prawdziwie.
Zająłem drugie miejsce.
Ale nie o to tu chodziło.
Jak pisałem wcześniej —
robotę robią ludzie.
Lokalny lunch i kultura od kuchni
Po powrocie do domu czekała na nas kolejna niespodzianka.
Lokalny lunch.
Taki, jaki jedzą Wietnamczycy na co dzień.

Było smacznie.
Ale… sporo rzeczy smażonych 😄
A ja staram się tego unikać.
Za to rozmowy — bezcenne.
O kulturze.
O zwyczajach.
O życiu.
Karaoke, którego się nie spodziewałem
I wtedy… karaoke 😅
Powiem wprost:
nie śpiewam.
i jestem raczej wstydliwy.
Ale grupa nie odpuszczała.
Finalnie?
Poszedłem w to.
I wiecie co?
Nie było tragedii.
Za to było dużo śmiechu.
I coś jeszcze —
przełamanie.
Czasem trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu.
Pożegnanie, które zostaje
To był jeden z tych momentów, które zostają.
Spacer po starym mieście w Hoi An.
Bez pośpiechu.
Bez planu. Tylko ja i Jules.(więcej o naszej znajomości tutaj) – wiem…wiem, brzmi jakbyśmy byli parą, hehe.
Rozmowy o życiu.
Takie prawdziwe.
Nie „small talk”.
Wieczorem wspólna kolacja.
Bo ja — przeprowadzka.
On — zostaje.
Obiecał mi dwie rzeczy:
że będziemy w kontakcie
i że opisze swoją historię do
„Szare odcienie ludzkiego życia”.
Czekam.
Bo czuję, że to będzie coś mocnego.


Nowe miejsce, nowa energia
Przeprowadzka.
I powiem krótko:
śpi mi się tu naprawdę dobrze.
Czasem to jest najważniejsze.
Nie widoki.
Nie lokalizacja.
Tylko spokój.
Organizm od razu to czuje.
Masaż i niespodziewane spotkanie
Jak co tydzień — masaż.
Bo ciało to podstawa.
Siedzę. Cisza.
I nagle rozmowa.
Dziewczyna z Tajwanu.
Solo podróż.
I…
wymiana kontaktów.
Zaproszenie do Tajwanu 😄
A najlepsze?
Za rok tam lecę.
Przypadek?
Nie sądzę 🙂


C.U.D. – projekt, który rośnie
Ten projekt żyje.
W tym tygodniu:
– znalazłem 2 nowe wille
– złapałem kontakt w Da Nang
– planuję spotkania
Bez spiny. Bez pospiechu…chociaż moje ADHD marzy o tym, żebym je nakarmił, hehe.
Bo już wiem:
jak zakładasz → rozczarowanie
jak nie zakładasz → niespodzianki

Rutyna, która trzyma mnie w pionie
Reszta tygodnia:
– yoga (3x)
– pilates reformer
– orbitrek (2x)
– blog
– MyDriverBali
I dużo myślenia.
Bo C.U.D. to nie projekt.
To coś więcej.
Ludzie pojawiają się w idealnym momencie
Zauważam to coraz częściej.
Nie planujesz.
Nie szukasz.
I nagle — ktoś się pojawia.
I zostawia coś więcej niż kontakt.
Jedno jest pewne
Ten tydzień to:
– relacje
– zmiany
– śmiech
– przełamywanie siebie
– i spokojne budowanie
Bez fajerwerków.
Ale głębiej.
Bo podróż to nie tylko miejsca.
To ludzie
i momenty, które zmieniają kierunek.
