Tydzień 16 – Bali — sierociniec, emocje i ludzie o dobrych sercach.
📍 Bali
🗓 18–24 Maj
Mam wrażenie, że Bali coraz częściej testuje mnie emocjonalnie 😄
Bo z jednej strony:
pilates, yoga, ocean, zachody słońca i slow life.
A z drugiej?
Chaos.
ADHD.
Emocje.
Sierociniec.
I milion myśli jednocześnie.
Ten tydzień był trochę jak jazda bez trzymanki.
Momentami piękny.
Momentami frustrujący.
Ale chyba właśnie dzięki temu… prawdziwy.
I chyba pierwszy raz tak mocno poczułem, że jeśli wokół człowieka są dobrzy ludzie…
to nawet najbardziej szalone pomysły zaczynają mieć sens ❤️
Poniedziałek — pilates, sierociniec i moment frustracji
Poniedziałek zacząłem od porannego pilatesu 😄
I muszę przyznać jedno…
dawno nikt tak nie zniszczył mi brzucha jak Petri — kruszyna z Jawy 😂
Zakwasy następnego dnia?
Poziom ekspert.
Po zajęciach śniadanko, drugi posiłek i około 14:00 wyruszyłem ponownie do sierocińca.
Byłem naprawdę podekscytowany.
Cieszyłem się, że zacznę uczyć dzieciaki angielskiego.
Droga była spokojna.
Ja pełen energii i ekscytacji.
Dojechałem.
Wchodzę.
Mówię:
„Dobra, możemy zaczynać 😄”
Rozglądam się…
a dzieciaki siedzą na podłodze na korytarzu.
Około 15 osób.
W różnym wieku.
Od mniej więcej 7 do 18 lat.
Uśmiechnięte.
Podekscytowane.
Gotowe.
I wtedy przyszła pierwsza myśl:
„Jak ja mam to zrobić bez tablicy, bez czegokolwiek…?”
Przedstawiłem się.
Zaczęliśmy trochę rozmawiać.
Pytania o imiona.
Trochę śmiechu.
Ale czułem, że to nie działa.
W końcu przerwałem zajęcia i powiedziałem pani, która pomaga w sierocińcu:
„Wie pani co… tak to nie może wyglądać.”
Chaos.
Brak podziału grup.
Brak podstawowych rzeczy.
Było mi po prostu smutno.
Powiedziałem:
„Podzielmy dzieci na trzy grupy wiekowe. Ja kupię tablicę i mazaki. Za tydzień wrócę.”
Była chyba w szoku 😄
Bo przecież nie muszę tego robić.
Jestem na Bali.
Mógłbym robić tysiąc innych rzeczy.
Ale nie potrafiłem tego zostawić.
Czyli…
projekt:
„Different Backgrounds. One Heart.”
jeszcze nie wystartował.
Wracałem trochę przybity.
Ale później pomogła mi rodzina Donnego ❤️
Usiedliśmy razem.
Zamówiliśmy wszystko przez internet.
A Donny zaoferował się zrobić stojak pod tablicę.
I nagle…
zrobiło mi się dużo lżej.
Bo jeśli macie dobrych ludzi obok siebie…
życie naprawdę staje się prostsze ❤️

Wtorek — wille pod C.U.D. i przygotowania do pomocy
Wtorek zacząłem spokojnie 😄
Śniadanko i później oglądanie dwóch willi pod:
C.U.D. Retreat Bali 2027.
Miejsca były okej.
Ale bez efektu:
„WOW”.
Więc szukamy dalej 👀
Później pojechałem do supermarketu, który podobno jest jednym z najtańszych na Bali 😂
Chciałem sprawdzić ceny produktów potrzebnych dla sierocińca.
Bo niedługo zaczynamy organizować zbiórkę.
I powiem Wam jedno…
lista potrzeb jest ogromna.
Jedzenie.
Woda.
Pampersy.
Zeszyty.
Ubrania.
Środki higieny.
Dosłownie wszystko.
Sierociniec praktycznie nie otrzymuje pomocy od rządu.
Głównie pomaga lokalna społeczność.
I właśnie dlatego coraz bardziej wierzę, że:
„Different Backgrounds. One Heart.”
ma sens ❤️
Wieczorem klasycznie:
kolacja z rodziną Donnego i lekcja angielskiego online 😄
Środa — ADHD, yoga i reset głowy
Środa była intensywna 😄
Rano yoga.
Później śniadanie.
Praca nad projektem i postem refleksyjnym.
Następnie siłownia.
Pralnia.
4 kg ubrań + czyszczenie dwóch par butów za około 110 000 IDR 😂
Czyli jakieś 26 PLN.
I właśnie za takie rzeczy lubię Azję 😄
Ale wieczorem mój umysł już totalnie nie wyrabiał.
ADHD weszło na pełnych obrotach.
Więc poszedłem na godzinną Yin Yogę.
I chyba uratowała mi głowę 😂

Czwartek — niespodziewane rozmowy i zachód słońca
Czwartek był ciekawy ❤️
Miałem kolejne spotkanie odnośnie:
C.U.D. SURF & RIDE Retreat Bali 2027 dla młodzieży.
Pojechałem totalnie bez oczekiwań.
Miejsce okazało się naprawdę przytulne.
Basen.
Prywatność.
Restauracja.
Dobra lokalizacja.
Ale najlepsze wydarzyło się później.
Managerka obiektu zaczęła mnie oprowadzać.
A później zaprosiła mnie na coś do picia.
I tak…
z 15 minut rozmowy zrobiło się 2,5 godziny 😂
Rozmawialiśmy o wszystkim:
życiu,
miłości,
jodze,
Qi Gong,
zdrowiu,
podróżach,
sierocińcu.
Powiedziała, że chce odwiedzić dzieciaki i że to, co robię, jest naprawdę wartościowe.
I chyba właśnie takich słów potrzebowałem.
Bo ostatni czas psychicznie był ciężki.
Później pojechałem do swojej stałej knajpki.
Wrzuciłem post do:
„Odcieni Ludzkiego Życia”.
A wieczorem SRIX zapytała, czy nie pójdę z nią na spacer nad ocean 😄
Odpowiedziałem:
„Jasne… ale musisz odganiać psy, bo one chyba czują, że się ich boję 😂”
Srix prawie popłakała się ze śmiechu 😄
Spacer był mi potrzebny, jak się okazało.
Rozmowy o wszystkim.
Ocean.
Zachód słońca.
Donny łowiący ryby.
I taki moment, kiedy człowiek przez chwilę po prostu jest ❤️


Piątek — pilates, ocean i długo wyczekiwany kask
Piątek rano?
Pilates 😄
Tym razem:
hips mobility na reformerach.
Na szczęście dużo lżej niż poprzednio 😂
Później trochę pracy nad wpisem z tygodnia podróży.
Spacer nad ocean.
Oddech.
Reset głowy.
Wieczorem:
serial koreański,
yin yoga
i spanko 😄
Aleeeee…
W końcu przyszedł długo wyczekiwany kask 😂
JUPIIII 😄
I pamiętajcie:
na Bali kask to obowiązek.
Serio.

Sobota — siłownia i praca nad historią Saroma
Sobota była spokojniejsza 😄
Siłownia.
Wieczorny spacer.
I praca nad wstępem do historii Saroma z Kambodży do:
„Odcieni Ludzkiego Życia”.
Artykuł pojawi się w przyszłą środę ❤️
I serio…
uwielbiam poznawać historie ludzi.
Bo każda z nich czegoś uczy.
Niedziela — Munduk, reset i myśli przed powrotem do dzieciaków
Niedziela była dniem odpoczynku 😄
Trening dzień wcześniej był trochę za mocny.
ADHD odpaliło tryb:
„Dawaj więcej ciężaru 😂”
No i są skutki 😄
Postanowiłem więc zrobić spokojniejszy dzień.
Układałem trasę swojego kilkudniowego wypadu w okolice Munduk.
Chcę trochę oczyścić głowę.
Zresetować się.
I przy okazji zobaczyć kolejne wille pod C.U.D.
Wieczorem krótki spacer nad oceanem.
I szybkie spanie.
Bo następnego dnia wracam do dzieciaków ❤️
I mam nadzieję…
że tablica będzie już gotowa 😄
Zakończenie
Ten tydzień pokazał mi jedną ważną rzecz.
Że czasami dobre intencje to za mało.
Potrzeba też organizacji.
Cierpliwości.
Spokoju.
Czyli wszystkiego, czego moje ADHD nie lubi 😂
Ale mimo wszystko…
czuję, że idziemy w dobrą stronę.
Powoli.
Krok po kroku.
I chyba właśnie tak powstają rzeczy, które później naprawdę mają znaczenie ❤️

