SERIA: ODCIENIE LUDZKIEGO ŻYCIA
Czasami zastanawiam się, czy naprawdę tęsknimy za dzieciństwem.
Czy może tęsknimy za tym, kim wtedy byliśmy.
Za człowiekiem, który nie analizował każdego kroku.
Nie porównywał się do innych.
Nie zastanawiał się, co wypada.
Nie myślał o tym, jak zostanie oceniony.
Po prostu żył.
I może właśnie to jest największa wartość dzieciństwa.
Nie wiek.
Ale sposób patrzenia na świat.

Moje dzieciństwo pachniało wolnością
Dorastałem w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
Dzisiaj, kiedy zamykam oczy, nie przypominam sobie drogich zabawek.
Pamiętam emocje.
Granie w piłkę od rana do wieczora.
Przesiadywanie z kolegami przed blokiem.
Wyścigi na rowerach.
Wymyślanie kolejnych zabaw.
Wołanie przez mamę z okna:
„Piotrek! Obiad!”
I jeszcze szybka odpowiedź:
„Jeszcze pięć minut!”
Które oczywiście oznaczało kolejną godzinę zabawy.
Pamiętam wpadającego do domu tylko po kanapkę.
Kilka minut później znowu byłem na podwórku.
Nie potrzebowaliśmy wiele.
Kilku kolegów.
Piłki.
Odrobiny wyobraźni.
I całego świata wydawało się wystarczająco dużo.



Cieszyliśmy się małymi rzeczami
Najbardziej tęsknię za czymś, czego wtedy nawet nie potrafiłem nazwać.
Za zachwytem.
Każda drobna rzecz potrafiła sprawić ogromną radość.
Nowa piłka.
Pierwszy śnieg.
Lody po szkole.
Wycieczka z rodzicami.
Wieczór spędzony z przyjaciółmi.
Przeżywaliśmy te chwile tak, jakbyśmy właśnie zdobyli złoty medal olimpijski.
Bez dystansu.
Bez ironii.
Bez ciągłego szukania czegoś jeszcze lepszego.
Byliśmy całkowicie obecni.
Dzisiaj coraz częściej łapię się na tym, że wielu z nas doświadcza życia tylko przez chwilę.
Robimy zdjęcie.
Publikujemy.
I już myślami jesteśmy gdzie indziej.
Świat był prostszy
Pamiętam poranki z mlekiem w szklanych butelkach.
Zapach świeżego chleba i bułek z lokalnej piekarni.
Warzywa i owoce kupowane na rynku.
Nie było supermarketów na każdym rogu.
Nie było tak ogromnego wyboru.
Ale miałem poczucie, że wszystko było prostsze.
Może nie dlatego, że świat rzeczywiście był lepszy.
Może dlatego, że żyliśmy bliżej natury.
Bliżej ludzi.
Bliżej codzienności.
Dzisiaj żyjemy szybciej.
Mamy więcej możliwości.
Więcej produktów.
Więcej technologii.
A mimo to wielu z nas coraz częściej mówi, że brakuje im spokoju.
Być może nie tęsknimy za tamtymi czasami.
Tęsknimy za prostotą.



Kiedy przestaliśmy być sobą?
Jako dzieci nie zastanawialiśmy się, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy.
Nie budowaliśmy swojego poczucia wartości na liczbie obserwujących.
Nie baliśmy się wyglądać śmiesznie.
Śmialiśmy się głośno.
Biegaliśmy.
Brudziliśmy ubrania.
Przewracaliśmy się.
Wstawaliśmy.
Po prostu byliśmy sobą.
Dopiero z biegiem lat zaczęliśmy zakładać kolejne maski.
Być profesjonalnym.
Być odpowiedzialnym.
Być produktywnym.
Być takim, jakiego oczekuje od nas świat.
I gdzieś po drodze wielu z nas zostawiło tę najbardziej autentyczną część siebie.
Właśnie dlatego też powstało C.U.D.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że C.U.D. nigdy nie było projektem o podróżach.
Podróże są tylko drogą.
Prawdziwym celem jest coś zupełnie innego.
Przypomnieć ludziom, jak to jest być naprawdę obecnym.
Śmiać się bez powodu.
Rozmawiać godzinami.
Usiąść przy wspólnym stole bez pośpiechu.
Odłożyć telefon.
Zachwycić się zachodem słońca, nie dlatego, że dobrze wygląda na Instagramie.
Ale dlatego, że naprawdę go widzimy.
Marzę o tym, żeby każdy retreat C.U.D. był właśnie takim powrotem.
Nie do konkretnego miejsca.
Nie do konkretnego roku.
Ale do tej części nas, która wciąż pamięta, jak cieszyć się życiem.
Do naszego wewnętrznego dziecka.
Bo ono wcale nie zniknęło.
Po prostu od dawna go nie słuchaliśmy.


Co z Twojego dzieciństwa wciąż w Tobie żyje?
Może wciąż lubisz chodzić boso po trawie.
Może nadal śmiejesz się tak samo głośno.
Może wciąż wzrusza Cię zapach świeżego chleba.
Może nadal zatrzymujesz się, żeby obejrzeć zachód słońca.
A może ta część Ciebie została gdzieś po drodze zagubiona.
Jeśli tak…
To być może nie potrzebujesz kolejnego celu.
Kolejnego sukcesu.
Kolejnego szkolenia.
Być może potrzebujesz przypomnieć sobie, kim byłeś, zanim świat powiedział Ci, kim powinieneś być.
Bo wierzę, że największą podróżą nie jest wyprawa na drugi koniec świata.
Największą podróżą jest droga powrotna.
Powrotna do siebie.
Zakończenie
Nie chciałbym wrócić do dzieciństwa.
Chciałbym wrócić do tego sposobu przeżywania życia.
Do ciekawości.
Do spontaniczności.
Do wdzięczności za małe rzeczy.
Do odwagi bycia sobą.
Bo być może właśnie tam wciąż mieszka ta najlepsza wersja nas samych.
Ta, która nigdy nie przestała wierzyć, że świat potrafi zachwycać każdego dnia.
Different Backgrounds. One Heart. ❤️
Bo niezależnie od tego, gdzie dorastaliśmy, jakie było nasze dzieciństwo i jak potoczyło się nasze życie, każdy z nas nosi w sobie małego chłopca lub małą dziewczynkę, którzy wciąż czekają, aż znowu pozwolimy im się uśmiechnąć.
